poniedziałek, 19 stycznia 2015

Chapter 4


Przebudziłam się, lekkie promienie słoneczne które dostawały się przez niedosunięte żaluzje muskały moją twarz. Przetarłam oczy po czym przeszłam do pozycji siedzącej. Rozglądnęłam się po pokoju w którym się znajdowałam. To nie był MÓJ pokój. Nerwowo zagryzłam dolną wargę wstając z łóżka. Byłam tak zdenerwowana że potknęłam się o własną nogę. Kurwa! Przeklęłam się w duchu. Runęłam na podłogę chwilę później do pokoju wtargnął Bieber. 
- Ej shawty, nic Ci nie jest? - Zapytał troskliwie. Skurwiel.
- Um chyba ni... w ogóle co ja tutaj robię!? - Odchrząknęłam podnosząc lekko głos. 
- Niespodzianka. - Uśmiechnął się głupkowato. 
- O co w tym wszystkim kurwa chodzi! - Warknęłam.
- Spokojnej! 
- Jak mam być spokojna skoro mnie porwałeś! 
- Nie porwałem po prostu. Od teraz jesteś moja. - Odpalił szluga. 
- Mógłbyś przy mnie nie palić!? - Zabrałam mu z ust papierosa, rzuciłam go na podłogę i zdeptałam butem. - Jaka twoja? Dlaczego udawałeś to wszystko. Tamten Justin a Ty, nie to nie możliwe. Dlaczego mi to zrobiłeś. A ja głupia się w Tobie... a z resztą nie ważne to już prysło! Wytłumacz mi dlaczego zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę!? Popieprzyło Cię debilu!? 


[Justin]
O nie, kurwa, przesadziła. Już się zamachnąłem, miałem wymierzyć jej cios w policzek z otwartej ręki lecz zatrzymałem dłoń przy jej twarzy zabierając ją i chowając za plecy. Cholera, nie mogę tego zrobić. 

- Kurwa mać! Za te słowa chętnie bym Cię uderzył ale nie mogę. Po pierwsze za ładna po drugie jestem do Ciebie zbyt przywiązany i powiedzmy że mi na Tobie zależy co nie zmienia faktu że jesteś kolejną pustą idiotką która dała się nabrać na słodkiego Biebera. - Parsknąłem. Ale co ja gadam Ona nie jest jedną z nich a może jest? Sam nie wiem. Jebać to! Na początku chciałem ją tylko przelecieć. Nie mogę czy ja się zakochałem? Niemożliwe.


[Chanel] 
Na te słowa wypowiedziane z jego malinowych ust które do tej pory tak kochałam z moich oczy wypłynęły łzy a w gardle powstała ogromna niewidzialna kula. Jak... jak on mógł to powiedzieć. Nie wierzę że to ten sam Justin który obronił mnie przed Lucasem, ten dzięki któremu jeszcze żyję po tej akcji za klubem, który zabrał mnie na cudowną kolację, ten w którym zakochałam się bez pamięci. To nie realne. Wszystko było pieprzoną fikcją. A co ja myślałam? Że znalazłam sobie księcia z bajki? Idiotka ze mnie.

- Nie stop, nie jesteś, przepraszam Chan. - Podszedł do mnie chcąc do siebie przytulić. 
- Odejdź ode mnie, już! A w ogóle zawieź mnie do domu skurwielu!- Krzyknęłam po czym uderzyłam go w policzek. 
- Dziwka. Nigdzie się stąd nie ruszasz.Przyzwyczajaj się. - Splunął i wyszedł.

Co on sobie kurwa myśli! Tupnęłam nogą po czym zsunęłam się plecami po drzwiach.



Gdy doszłam do siebie, wstałam nacisnęłam na klamkę od drzwi i wyszłam. Rozglądnęłam się po całym przedpokoju nim ujrzałam schody. Zeszłam z nich najciszej jak tylko mogłam. Udałam się do drzwi które jak myślałam były drzwiami wejściowymi gdyż stały tam buty i powieszone były kurtki. Ubrałam swoje szpilki oraz futerko chcąc wyjść. Ścisnęłam za klamkę ale na marne drzwi ani drgnęły. Nie było klucza ani nic. Kopnęłam w nie mocno przez co rozbolała mnie stopa. 

- Cholera! - Wykrzyczałam.
- Nie wyjdziesz stąd skarbie. - Zbliżył się i musnął mnie w usta. Starałam się go odepchnąć natomiast nic mi to nie dało. Ten jeszcze bardziej na mnie napierał. Kiedy nasze klatki się spotkały, tak że czułam łomotanie jego serca wpił się w moje usta zachłannie całując. Nie odwzajemniałam pocałunku ale też nie próbowałam go odepchnąć bo wiedziałam że nic mi to nie da. 
- Jeżeli będziesz grzeczną dziewczynką, nic Ci się nie stanie. - Szarpnął mnie lekko za włosy. - Zrozumiano? - Nic nie odpowiedziałam tylko splunęłam mu na twarz. 

Z tego co widziałam ostro się wkurzył, zaciskał zęby i starał się kontrolować. 
- Kurwa mać! Czy Ty wiesz jak ja się powstrzymuję żeby Ci solidnie nie wpieprzyć!? 
- Mam w to wyjebane. Możesz ode mnie się odsunąć bo mi nie wygodnie. 
- Uh, zobaczymy czy będziesz miała tak wyjebane gdy.... - Urwał. - A zresztą nie mamy o czym gadać. 
- Wow! Wreszcie się w tym uświadomiłeś. A teraz odsuń się. - Jak powiedziałam tak zrobił. Podrapał się jeszcze po głowie a następnie zniknął w jakimś pomieszczeniu. 
- Gdzie ja mam kurwa iść!? Nie pomyślałeś!? - Nim się spostrzegłam szedł ku mnie z jakimiś ciuchami. 
- Idź do łazienki. Weź prysznic, przebierz się w kto. Bez żadnych numerów, na zewnątrz jest mój kumpel więc nie próbuj uciekania przez okno. Aaa, śpisz ze mną. 
- Chyba Cię pojebało! 
- Grzeczniej! 
- Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś bo  nic z tego nie rozumiem. Dlaczego tak udawałeś. Równie dobrze mogłeś mnie po prostu porwać! A nie porwałeś mnie wtedy gdy Cię pokochałam. Jesteś naprawdę popieprzonym człowiekiem! - Wrzeszczałam.
- Długa historia. A Ty myślisz że mi na Tobie nie zależy!? Gdybym miał Cię w dupie już dawno bym Cię zerżnął a potem zostawił na jakimś odludziu lub zabił. Kurwa mać, może ja Ciebie też kocham! O kurwa poco to mówiłem! 
- Skoro mnie kochasz to do chuja dlaczego to zrobiłeś!? Nie musiałeś mnie porywać! 
- To nie jest teraz istotne! Pobędziesz tu jakiś czas. Jak będziesz się słuchać to Cię wypuszczę.
- Jesteś... a z resztą! Nie mam ochoty z Tobą gadać! - Warknęłam. 
Ten tylko machnął ręką odwracając się na pięcie. 
- Ekhem! - Odchrząknęłam.
- Co znowu?
- Czy byłbyś tak dobry i raczył poinformować mnie gdzie w tym domu znajduje się łazienka! - Burknęłam. 
- Idź po schodach pierwsze drzwi po lewo. - Mierzwił swoje włosy. 
- Uważaj po fryzurę popsujesz, pewnie spędziłeś nad nią dobre kilka godzin. 
- Idź już stąd lepiej bo zaraz na prawdę Ci zajebie. - Zagroził na co tylko się zaśmiałam. Ruszyłam w kierunku łazienki. 

Pomieszczenie idealnie współgrało ze sobą kolorystyką. Cała łazienka utrzymywała się w odcieniach bieli, brązu i kremowego. W lewym rogu stał prysznic a w prawym dość duża wanna, w której spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Nie dziwię się pewnie sprowadzał sobie dziwki. No tak te romantyczne kąpiele. Wracając. Pralka i te sprawy choć wątpię że w ogóle jej używa, no cóż. Nawet ręczniki były brązowe ogólnie cała łazienka była piękna. Po lewej stronie wisiało duże lustro a wraz z nim szklana półeczka na której leżały świeczki, perfumy i pianki do golenia. Podeszłam bliżej chwytając do rąk jedną z fiolek perfum. Zaciągnęłam się ich zapachem i odpłynęłam. Kurwa perfumy to ma świetne. Wąchałam tak każdą perfumę która leżała na półce i każda była obłędna. Nagle usłyszałam pukanie. 
- Shawty, jesteś tam? Siedzisz tu prawie pół godziny.- Usłyszałam za drzwiami głos Biebera.
- Jestem. Pół godziny to nic, doskonale wiesz że kobieta potrzebuje więcej czasu w łazience niż facet. A z resztą Ty i tak pewnie siedzisz dłużej ode mnie. - Przegryzłam wagę i zaczęłam  się śmiać.
- Nie żartuj sobie. Bo zaraz tam wejdę. - Odezwał się wkurzony.
- Nie denerwuj się Bieber, złość piękności szkodzi, a tego przecież nie chcemy. - Powstrzymywałam się od śmiechu. 
- Okay, przesadzasz. Wchodzę. 
- Nawet nie próbuj. Nie ma szans.
- Mmm, już sobie wyobrażam Twoje nagie ciało. 
- Och, rozczaruje Cię nie będziesz miał takiej szansy.
- Jesteś tego pewna? 
- Całkowicie. - Odchrząknęłam.
- Okay, przekonajmy się. 
- Droga wolna. 
Ni stąd ni zowąd usłyszałam zgrzyt przekręcanego zamka a nim się spostrzegłam drzwi były otwarte a w progu stał brunet z przemoczonymi włosami i przepasanym ręcznikiem w ogół bioder. Jego mina gdy zobaczył że jestem jeszcze w ciuchach była bezcenna. To tak jakby obiecać dziecku jego wymarzony prezent pod choinkę a gdy przyjdzie wyczekiwany czas gwiazdki dziecko to zastaje pod choinką jakąś głupią piżamę. 
- Dlaczego jesteś jeszcze w ciuchach? I dlaczego moje perfumy są poprzestawiane? - Uśmiechnął się szelmowsko. 
- Bo tak. - Zarumieniłam się. 
- Wąchałaś je prawda? Umm może dam Ci poczuć ten zapach z bliska. 
- O czym Ty mówisz? 

Nagle zaczął się do mnie zbliżać. Jego ciało napierało na moje. Nie postrzeżenie wpił mi się w usta a ja o dziwo nie protestowałam. Jakby na jakiś czas zapomniała o tym wszystkim co się dzieje. Tak jakbym naćpała się jego perfumami. To dziwne. Mierzwiłam jego mokre włosy co było mega podniecające. I gdyby nie to że zrobił mi to co zrobił pozwoliłabym mu się zerżnąć. Ale nie ma tak Bieber nagrabiłeś sobie więc teraz masz nauczkę. Skurwiel z niego jakich mało. Gdy zeszłam na ziemie oderwałam się od jego ust. Zwinnie uwolniłam się z jego uścisku po czym wyszłam z łazienki. 
- Ej miałaś się kąpać. 
- Jak wyjdziesz. 
- Narobiłaś mi ochoty. 
- To Twój problem gdybyś nie zrobił ze mnie idiotki pewnie już byśmy się pieprzyli. - Żartowałam sobie by wzbudzić w nim pożądanie. Nienawidzę go jak mało kogo. Nim się obejrzałam stał już przy mnie z miną zbitego pieska. 
- Proszę. 
- Chyba sobie żartujesz!? Myślisz że zapomniałam co mi zrobiłeś!? Oj nie łudź się bo i tak Cię nienawidzę a to że się całowaliśmy przed chwilą to był impuls i moja głupota! Teraz tego żałuję, ogólnie żałuje wszystkiego co jest z Tobą związane. Zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę, potraktowałeś jak nic niewartą dziwkę którą chcesz tylko zerżnąć. Nie rób z siebie większego głupka niż jesteś! A i nawet nie próbuj mnie uderzyć! - Krzyczałam. 
- Przepraszam okay!? Nie wiedziałem że się w Tobie zakocham! Tak na początku chciałem Cię tylko przelecieć ale jak Cię poznałem to diametralnie się zmieniło. Nie widzisz tego!? Moim największym błędem było to że upiłem Cię a później zabrałem Cię do siebie! Biłem się z myślami czy powiedzieć Ci rano że nie chciało mi się jechać do Ciebie czy prosto z mostu dać ci do zrozumienia że chcę Cię mieć tylko dla siebie. Chciałem żeby ktoś taki jak Ty mnie pokochał ale na marne. Jeszcze będziesz moja. POWIEDZ ŻE MNIE KOCHASZ. To będzie miód na moje serce. 
- Nie Justin nigdy Ci tego nie wybaczę. A nawet jeśli to będzie długi czas. Postaraj się. Odwieź mnie do domu już teraz! Kochałam Cię a teraz już nie wiem co do Ciebie czuję. 


CIĄG DALSZY NASTĄPI...

_______________________________________________________________________________________________________________________
Wiem że ten rozdział jest bardzo krótki ale nie mam weny ostatnio. A więc tak czy Justin się zmieni? Czy Chanel mu w tym pomoże czy POWIE ŻE GO KOCHA. Tego dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Trzymajcie się ciepło BUUZIOL! :*

niedziela, 4 stycznia 2015

Chapter 3


Dla przypomnienia końcówka rozdziału trzeciego:

- Zostaw ją skurwysynie. 
- Haha, bo co. - Wyciągnąłem broń.
- Jeżeli coś jej zrobisz, pożałujesz. 
- Koleś, serio? Nawet nie można se zerżnąć jakiejś pierwszej lepszej dziwki. Przecież później ją zabije a nikt się nic nie dowie. Jeżeli to twoja dupa, dam Ci hajs. Bo wygląda na niezłą.
- Zamknij mordę. Teraz przegiąłeś. - Nacisnąłem na spust pistoletu celując w jego głowę. Podszedłem bliżej i wystrzeliłem jeszcze kilka pocisków w jego ciało. 
- Zdychaj sukinsynie. - Splunąłem na jego twarz.
Spojrzałem na Chan. Było totalnie przestraszona. Zwinęła się w kulkę i płakała. 
- Już, ci.... cicho. - Objąłem ją szczelnie ramieniem.
- Jus... Justin, Ty go zabiłeś, proszę nie dotykaj mnie. - Pff, głupia szmata. Pomóc jej a jeszcze źle. Gdyby nie ja skończyła by tak jak ten fagas.
- Musiałem, inaczej by Cię zgwałcił. Martwiłem się o Ciebie. Dlaczego mnie przeprosiłaś za to że to ja Cię pocałowałem?
- Bo ja Cię do tego sprowokowałam. Skąd masz broń? 
- Mam pozwolenie. Zawsze noszę go ze sobą w razie podobnych sytuacji. Licho wie, co może się zdarzyć. Nie sprowokowałaś mnie, wyglądałaś tak cudownie że musiałem to zrobić.
- Justin...
- Tak? 
- Dziękuje. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. 
- Proszę, zawieź mnie do domu. 
-Oczywiście. 

_______________________________________________________________________________________________________________

Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. 
- Zaczekaj. 
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy a ja śmiałam się jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz? 
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać. 

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie. 

[Justin] 

Kurwa mać, ta dziewczyna jest po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić, ani robić jej krzywdy. Chcę tylko żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel] 

Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę że to że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to, że dali mi na imię tak, jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam że prawie każdego dnia  patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok a wiąże się z nim to że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację.  Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam. 
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał. 
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się. 
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy. 


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic. 


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie że on nie jest zabójczo słodki. 


Wystawiłam szereg białych zębów gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh! 



- Wiedziałem że wejdziesz w tą latarnię, po prostu to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny że tak się we mnie wpatrujesz? 

- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku. 
- Ale daj buziaka. 
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały. 
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom. 




Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Zaczekaj.
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy, to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy, a ja śmiałam się, jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz?
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę, by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać.

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć, że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy, nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie.

[Justin]
Kurwa mać, ta dziewczyna jest, po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić ani robić jej krzywdy. Chcę tylko, żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę, żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale, jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel]
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę, że to, że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to , że dali mi na imię, tak jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę, że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie, że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam, że prawie każdego dnia patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok, a wiąże się z, nim to, że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn, to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać, że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać, kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację. Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam.
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał.
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się.
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy.


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba, jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic.


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego, więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze, gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie, że on nie jest zabójczo słodki.

Wystawiłam szereg białych zębów, gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam, gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym, po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona, że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh!


- Wiedziałem, że wejdziesz w tą latarnię, po prostu, to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku.
- Ale daj buziaka.
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały.
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom.
Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Zaczekaj.
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy, to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy, a ja śmiałam się, jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz?
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę, by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać.

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć, że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy, nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie.

[Justin]
Kurwa mać, ta dziewczyna jest, po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić ani robić jej krzywdy. Chcę tylko, żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę, żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale, jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel]
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę, że to, że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to , że dali mi na imię, tak jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę, że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie, że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam, że prawie każdego dnia patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok, a wiąże się z, nim to, że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn, to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać, że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać, kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację. Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam.
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał.
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się.
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy.


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba, jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic.


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego, więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze, gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie, że on nie jest zabójczo słodki.

Wystawiłam szereg białych zębów, gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam, gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym, po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona, że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh!


- Wiedziałem, że wejdziesz w tą latarnię, po prostu, to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku.
- Ale daj buziaka.
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały.
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom.
- Idziemy do klubu?- Zapytał chłopak, a jego oczy się zaświeciły.
- Em, okay.
- Albo nie na kolację, a później do klubu.
- A może klub jutro?
- Nie, mam ochotę potańczyć. - Uśmiechnął się.
- Och, niech Ci będzie. - Puściłam mu oczko.

przed restauracją

Justin złapał mnie za rękę i prowadził w stronę pięknej restauracji. Gdy weszliśmy do środka zauważyłam ogromny przepych. Białe ściany ze złotymi zdobieniami. Dwa wielkie kryształowe żyrandole. Czerwone zasłony które z obu stron przykrywały duże okna. Wiele okrągłych stolików, przy, których siedzieli ludzie wystrojeni jak na bal. Kobiety w pięknych długich sukniach, z kryształowymi dodatkami. A mężczyźni w garniturach, a ich nadgarstki zdobiły zegarki ze szczerego złota. Przełknęłam ślinę i ścisnęłam dłoń Biebera.

-Wiesz ja chyba tu nie pasuje. - Odchrząknęłam.
- Żartujesz sobie, wyglądasz najlepiej z tych wszystkich panienek. - Uśmiechnął się.
- To są dorosłe kobiety.
- Oj, tam.


Nagle podszedł do nas kelner, z białą szmatką na ręku.
- Dzień Dobry, Panie Bieber. Witam Panią Mitchell. - Skinął głową na Justina, natomiast mnie pocałował w dłoń.
- Dzień Dobry. - Odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Zaprowadzę Państwo na zarezerwowane miejsce. Tak jak sobie Pan życzył będziecie tam tylko wy. - Machnął elegancko dłonią i ruszył prosto.
Gdy był w bezpiecznej odległości od nas z niedowierzaniem zwróciłam się do bruneta.
- Justin, co się tutaj dzieje.
- Niespodzianka! Dziś będzie jeszcze jedna. - Uśmiechnął się cwaniacko.

Wsiedliśmy do windy za l0kajem, a ten wcisnął guzik z najwyższym piętrem. Chyba, to dach.
Zaraz! Ja mam lęk wysokości.
Wysiedliśmy z małego szklanego pomieszczenia ruszając na przód. I, choć, to był dach wyglądał nieziemsko elegancko i bogato. Nie było jakoś obskurnie, wręcz przeciwnie. Nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam po SZKLANYM podłożu. Na szczęście, to takie grube szkło, przeznaczone specjalnie do chodzenia.
- Justin, ja się boje.
- Spokojnie shawty, nic Ci nie będzie. - Wziął mnie pod ramie i pocałował w policzek.
Okay, Chanel, raz się żyje. Gdy doszliśmy do stolika od razu usiadłam, a serce podeszło mi do gardło. Choć było tu pięknie, przy blasku księżyca, pachnące świece na stole, było tak rooomantycznie, to i tak źle się tu czułam, bo, po prostu bałam się, że to podłoże zaraz runie.
- Ej, mała spokojnie. - Posłałam mu na, to tylko krzywy uśmiech.
- Co Państwo zamawiają?
- Ja... no nie wiem... może sałatkę włoską. - Wybrałam coś zwyczajnego z karty.
- Shawty, może jakiś deser? Lody mogą być? O! I wino.
- Mogą, ale Justin prowadzisz. Wina nie chcę. - Posłałam mu buziaka w powietrzu i zamknęłam kartę. Nie słyszałam co zamawiał Biebs, ponieważ odpłynęłam do krainy myśli. Myślałam o całym dzisiejszym dniu. O tym jak działa na mnie ten chłopak. On mnie tak jakby... dopełnia? Nie wiem, ale, gdy jestem bez Niego, czuję jakąś dziwną pustkę, a gdy tylko jest obok mnie, wypełnia tą pustkę. Ugh, to takie cudowne. Jak z jakiegoś filmu.


Nie wiem, ile tak myślałam oraz dlaczego Justin nie zwrócił mi uwagi, ale nagle przyszedł kelner z zamówieniami.
- To dla Pani, a to dla Pana. - Podał nam nasze dania.
- Dziękuję. - Odchrząknęłam.
- Dziękuję. - Zachrypiał Justin.
- Jeżeli będą sobie Państwo coś życzyć, proszę wołać. Smacznego. - Posłał nam szczery uśmiech i zniknął w windzie.
- Ugh! Niech przestanie mówić na nas "Państwo" to denerwujące. Czuję się jakbym miała 50 lub 60 lat. Mam dopiero 21, hello. - Oburzyłam się.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaśmiał się pod nosem.


Po skończonym posiłku, przystojny mężczyzna, który odbierał od nas zamówienie zabrał od nas puste talerze. Bieber wsunął do kieszeni rachunek, a wychodząc z restauracji podał go Pani, która siedziała za ladą z boku lokalu, przy okazji wręczając jej mały napiwek.
Gdy wyszliśmy za zewnątrz było już dość zimno, więc skrzyżowałam ręce na piersi, idąc pod ramię z brunetem.

- I co nie było tak źle. Nie zawaliło się. - Zaczął się śmiać jak pokopany.
- Ej no! Mam lęk wysokości! - Zrobiłam obrażoną minę.
- Oj, nie wiedziałem, ups, przepraszam. - Cmoknął mnie w szyję.
- Już dobra.
- Teraz klub.
- Okay.

W KLUBIE

Tańczyłam właśnie z Justinem ocierając się tyłkiem o jego krocze. Ups. No, ale co poradzę byłam już nieźle wstawiona. Kusiłam go tańcem aż w końcu wyczułam jak wbija mi się coś w plecy. Uh, Justin, biedactwo. On też pił, i to nawet nieźle. Zadzwonił po swojego szofera, Davida, by nas potem odwiózł. Odwróciłam się do niego przodem, na co jego dłonie wylądowały na moich pośladkach, mocno je ściskając. Gdybym nie była pijana, pewnie bym mu na, to nie pozwoliła, ale, że sporo shotów się polało, to nie kontrolowałam tego co robię.
- Mam na Ciebie ochotę. - Wychrypiał, przegryzając płatek mojego ucha.
- Haha, wiem, że jestem najebana, ale bez przesady, słoneczko.

Wróciliśmy do loży, popijając jeszcze kilka drinków. Chciałam wstać, by iść na parkiet, ale się zachwiałam i wylądowałam z powrotem na kanapie.
- Kurwa!
- Gdzie!? Jak ładna, to pozdrów. - Zaśmiał się.
- Zabawne.
Położyłam głowę na kolanach Justina, a, nim się obejrzałam zasnęłam.


Obudziłam się w aucie.
- Gdzie jedziemy? - Zapytałam zaspanym głosem.
- Ale ja chcę do domu. - Usiadłam.
- Oj, długo nie wrócisz do domu. - Odpowiedział JB. Nie wierzę.
- Co?
- No zostaniesz trochę u mnie. Haha. Pamiętasz jak Ci mówiłem, że mam jeszcze jedną niespodziankę?
- Mhm.
- Suprise! - Wykrzyczał, odpalił skręta marihuany i zaczął się śmiać.
  • Teraz jesteś moja.


Nie , nie wierzę, to nie może być ten sam Justin. Kurwa mać! Jest pijany na pewno nie wie, co gada. Droczy się ze mną. Nie kurwa, nie droczy! Czy ja zawsze muszę wpakować się w jakieś gówno. Błądziłam myślami, aż ponownie zasnęłam.  
_____________________________________________________________________________________

Okay, a więc Justin już ją do siebie zabrał. Od razu mówię że nie będzie jej traktował tak jak Luke, ale chce miec ja tylko dla siebie i zrobi wszystko aby tak bylo. Taki maly spojler ale coz. :) Mam nadzieje ze sie podobalo.  TRZYMAJCIE SIE CIEPLO, BUZIAKI :* 

+ POGRUBIONA CZCIONKA WRAZ Z KURSYWĄ (PRZECHYLONA CZCIONKA) OZNACZA SEN.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ