sobota, 27 grudnia 2014

WAŻNE !

Okay Robaczki. Chciałam Was poinformować że dzisiaj nie będzie rozdziału. Będzie dopiero w następną sobotę lub niedziele. W tym tygodniu, miałam natłok wielu spraw. Przygotowywania do świąt, kupowanie prezentów. Ogólnie wszystko co było związane ze świętami. Musiałam pomagać mamie w gotowaniu tych wszystkich potraw, ciast, pierniczków. Szczerze mówiąc, zupełnie straciłam rachubę czasu i przysięgam wam że nawet nie zauważyłam że dziś jest sobota. Nawet nie miałam czasu aby usiąść przed laptopem i napisać dla Was chociaż krótki rozdział. Ogólnie byłam strasznie przytłoczona różnymi sprawami a święta chciałam spędzić jak najlepiej w gronie rodziny. Udało mi się, a od następnego tygodnia, wracam do roboty. :) Już będzie po sylwestrze, po wszystkim, więc wrócę do was z ogarniętą, lepszą energią. Mam nadzieję że nie jesteście na mnie źli (Jeżeli ktokolwiek to czyta) że dziś nie było rozdziału. Proszę was również abyście skomentowali ten post jeżeli to przeczytaliście, wystarczy zwykła KROPKA, a ja po prostu będę wiedziała że mam po co pisać. :) Kocham pisać i kocham to co robię. Mam głęboką nadzieję że ktoś to docenia. Dla Was to tylko kilka sekund, A DLA MNIE coś co bardzo dużo znaczy. :) Także proszę gorąco o komentowanie, nie muszą być one nie wiadomo jak rozwinięte, a może być to tak jak wspominałam zwykła, najzwyklejsza kropka. Kocham Was mocno, mam nadzieję że te święta były dla Was cudowne, tak jak dla mnie. Trzymajcie się ciepło, powtórzę się ale KOCHAM WAS. :* Papa ~autorka. ;* 

sobota, 20 grudnia 2014

Chapter 2

W RAMACH PRZYPOMNIENIA, KOŃCÓWKA ROZDZIAŁU PIERWSZEGO. 

- Halo? 
Nic, nikt nie odpowiada. 
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a. 
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna. 
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane? 
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx ' 
___________________________________________________


Ten koleś jest, ugh! Jego nie da się opisać słowami. Szczerze mówiąc, ja nigdy nic mu nie zrobiłam. Jedynie mu się postawiłam. To on krzywdził mnie na każdym kroku. Zawsze byłam tą bezużyteczną szmatą. Do czego byłam mu potrzeba? Pff, żeby miał się na kim wyżyć. Jestem pewna że jakaś kolejna idiotka, taka jak ja, wpadła w jego sidła. Żałuję tego że weszłam w ten cholerny związek. Mike mnie ostrzegał. Mówił będziesz żałowała. I wiecie co? Miał rację. On nigdy nie jest w błędzie. Jedyne z czego się cieszę, to, to, że nie zgodziłam się na seks z nim. Co prawda próbował mnie zgwałcić, ale byłam silna. Owszem, jestem mocna psychicznie, ale przy nim to wszystko zanikało. Doskonale wiem, że mogłabym mu się sprzeciwić, dlaczego tego nie zrobiłam? Wy pytajcie mnie. A ja was. Nie mam pojęcia. Tak w wieku 21 lat jestem dziewicą, dziwne? Moim zdaniem, NIE. To zupełnie normalne. Nie rozumiem dziewczyn, które za wszelką cenę chcą stracić cnotę. W moim przypadku, chciałabym zrobić to z kimś wyjątkowym. Kto na mnie zasługuję. Nie jest jakimś super towarem, za którym suną oczy każdego faceta. Ale ja też chcę mieć normalnego chłopaka, a nie jakiegoś chuja. A może oglądają się za mną mężczyźni, może tego nie zauważam? W tym momencie to nie istotne. To dziwne, ale teraz najważniejsze jest dla mnie, żeby wypaść jak najlepiej przy Justin'ie. Do czasu spotkania, nie robiłam nic ciekawego, co mogłabym opisać.

6,5 h później
Jestem już gotowa do wyjścia. Postawiłam na coś specjalnego, ale minimalistycznie. >klik< Była już 17:30 więc postanowiłam wychodzić. Złapałam jeszcze tylko mój telefon z szafki nocnej po czym wyszłam, zamykając za sobą drzwi, na klucz. Wesoło zbiegłam z klatki schodowej. Otwierając główne drzwi fala świeżego powietrza biła się na moją twarz. Przyjemne uczucie. 


NA MIEJSCU. 

Weszłam do przemiłego pomieszczenia. Od razu poczułam piękne zapachy różnych ciast, ciasteczek i świeżo mielonej i parzonej kawy. Cudo! Już tam siedział. Uh! Chyba się spóźniłam, miałam już wyciągać komórkę z torebki by sprawdzić godzinę ale ten podszedł do mnie, obdarował lekkim buziakiem w policzek, prosząc o pójście za nim. Słodki jest. Może się wydawać że ideał. Po ostatnim co mnie przeszło, nie wierzę w ideały. Myślałam że Lucas był perfekcyjny. 
- Wow, cudownie wyglądasz.
- Dziękuję, Tobie też nie można nic zarzucić. - Odparłam, na co oblizał usta po czym przegryzł wargę. Wyglądał tak... seksownie. Kurwa mać, ten koleś jest tak przystojny, że aż robi mi się gorąco.
- Masz na coś ochotę? 
- Em, nie wiem, chyba nie. Drętwo tutaj, nudy okropne.
- To może jakiś klub? - Uśmiechnął się. 
- Dobry pomysł... - Odwzajemniłam uśmiech, po czym wstałam. 
Wyszliśmy z pomieszczenia, kierując się w stronę jego samochodu. Lamborghini, hmm, pewnie jakiś bogacz. Choć może sobie na to solidnie zapracował? Miał marzenie żeby taki mieć? Odkładał sobie pieniądze? Nie wiem, ale nie mam zamiaru zaglądać mu w portfel. 
Z kieszeni czarnych spodni, których krok kończył się na wysokości kolan, wyciągnął kluczyki. Nacisnął guziczek, a drzwi rozsunęły się do góry. Nietypowe otwarcie, ale cóż. Co kto woli. Jeżeli chce mnie poderwać na samochód, niech się nie łudzi. 



Nie imponuje mi takie coś. Ale w sumie, bryka fajna. A z resztą, skąd ja wiem, że on w ogóle chce mnie poderwać. Bravo Rose.  
- Podoba Ci się auto? 
- Auto jak auto. Możemy jechać? 
- A tak serio? - Uśmiechnął się.
- Eh, no fajna, wow. - Odwzajemniłam uśmiech.
- Wsiadaj. Nie muszę podchodzić i otwierać drzwi. - Zaśmiał się głośno.
- To miało być dla Ciebie takie ułatwienie? - Również się zaśmiałam, puszczając mu oczko. 
- Nie do końca. Dobra jedziemy. 
Gestem ręki poprosił mnie abym wsiadła. Poczyniłam to na co on zrobił to samo. Wyjechaliśmy. W dość krótkim czasie byliśmy na miejscu. Nie ukrywam, ostrożny to on NIE jest. Jechał bardzo szybko. Szczerze, to trochę się bałam. 
NA MIEJSCU. 
Wysiadłam z auta które zaparkowało przed ogromnym klubem. Dudniącą muzykę, było słychać już w zamkniętym aucie, a co będzie w środku? Nawet nie zauważyłam kiedy Justin był już przy mnie. Podał mi rękę. Nie pewnie podałam mu swoją.
- Spokojnie, to Cię do niczego nie zobowiązuje. Po prostu, to wielki klub, jest tu pełno idiotów którzy mogą Ci coś zrobić. Muszę Cię pilnować. Zgadzasz się? - Uśmiechnął się.
- Skoro tak, to jasne. - Odwzajemniłam gest. 
Szliśmy przed siebie w kierunku niskich metalowych schodów prowadzących do pomieszczenia. Gdy Jus otworzył drzwi, fala gorąca uderzyła w moją twarz. Przepych, alkohol, spoceni ludzie. W rogu zauważyłam dwie dziewczyny które się ze sobą zabawiały. Coś okropnego. Wygląda na to że ludzie tutaj nie mają wstydu, a to że w tej chwili zebrała się wokół nich spora gromadka ludzi, wpatrujących się w to co robią, nie robi na nich kompletnego wrażenia. Lekko ścisnęłam dłoń Biebera. 
- Em, Justin, może jakiś inne miejsce? 
- A co się stało? - Zapytał, na co ja palcem wskazałam na to czego byłam przed chwilą świadkiem.
- Ach to! Nie przejmuj się, tutaj to normalka.
- No i właśnie dlatego chcę stąd iść.
- Nie zwracaj na to uwagi. Chodź. Zostajemy? - Uśmiechnął się.
- No dobrze. 
Poszliśmy dalej, przepychając się przez masę spoconych ludzi. Napaleni i śliniący się faceci wpatrzeni w striptizerki, okropnie mnie zniesmaczyły. Rozumiem że to miejsce na imprezy, ale bez przesady. 
- Chodź tam, mamy lożę. - Pociągnął mnie za rękę w stronę loży. 
- Może Ci coś zamówić? 
- Ty pewnie często tu bywasz, zamów mi coś co najbardziej lubisz tu pić. Od razu zamów sobie. 
- Wiesz, jest taka sprawa, jestem na antybiotykach więc nie będę pił, ale potrafię się bawić bez alko i nie potrzebuję pić. Tobie chętnie zamówię coś, co lubię. 
- Skoro Ty nie pijesz to ja nie muszę.
- Nie no co Ty! Przynajmniej nie będziesz zwracała uwagi na takie sytuacje jak wcześniej. 

[Justin] 

2 hours later 
Dziś jest ten dzień, upiję ją i zabiorę do mnie do domu. Sama chciała do klubu, ja miałem plany zrobić to za jakiś tydzień. Nie, w sumie nie. Niech mi zaufa. Nie zmieniam planu. Za siedem dni będzie okay. Teraz jeszcze mi nie ufa oraz nie zna i będzie się pilnowała z piciem. Wygląda na taką która solidnie myśli zanim coś zrobi. Już jest trochę wstawiona, jeszcze z nią zatańczę kilka razy, odwiozę do domu, a przy okazji będę wiedział gdzie mieszka.
- Justin, chodź tańczyć. - Pociągnęła mnie za dłoń w stronę parkietu.
Wolna piosenka. Ugh, nie lubię takich. Owinęła ręce na moim karku, natomiast moje spoczęły na jej biodrach. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. W pewnym momencie, dziewczyna przybliżyła się bardziej. Stanęła na palcach, patrząc w moje oczy. Jest piękna, bardzo piękna. Nie mogłem już wytrzymać więc po prostu ją pocałowałem. Ku mojemu zdziwieniu, odwzajemniła to. Nasze języki toczyły walkę o dominacje. Kurwa mać, mam ochotę ją zerżnąć. Jeszcze nie teraz. Ogarnij się Bieber, za niedługo będzie twoja i będziesz mógł ją pieprzyć ile chcesz. Tłumaczyłem sobie w głowie. 

Chanel rozłączyła nasze usta z cudownego pocałunku. Wydusiła z siebie tylko ciche ' przepraszam ' po czym wybiegła z sali. W pierwszej chwili nie zareagowałem. Ale gdy wróciłem do rzeczywistości i zrozumiałem co się właśnie stało od razu ruszyłem za nią w pościg. Przecież tam jest pełno pojebów którzy tylko czekają na samotną, zagubioną śliczną panienkę którą mogą zgwałcić. Nie to żebym ją kochał, ale... z resztą chuj z tym. Wybiegłem na dwór a fala zimnego, świeżego powietrza, uderzyła mnie w twarz. Rozglądnąłem się wkoło, nic, ani żywej duszy. Gdy miałem już biec drogą, usłyszałem głośne śmiechy i pisk dziewczyny. To na pewno ona. Pobiegłem na tyłu klubu, to jakiś obskurny zakątek. Zobaczyłem jakiegoś obleśnego, grubego typa który dobierał się do Chanel. 
- Zostaw ją skurwysynie. 
- Haha, bo co. - Wyciągnąłem broń.
- Jeżeli coś jej zrobisz, pożałujesz. 
- Koleś, serio? Nawet nie można se zerżnąć jakiejś pierwszej lepszej dziwki. Przecież później ją zabije a nikt się nic nie dowie. Jeżeli to twoja dupa, dam Ci hajs. Bo wygląda na niezłą.
- Zamknij mordę. Teraz przegiąłeś. - Nacisnąłem na spust pistoletu celując w jego głowę. Podszedłem bliżej i wystrzeliłem jeszcze kilka pocisków w jego ciało. 
- Zdychaj sukinsynie. - Splunąłem na jego twarz.
Spojrzałem na Chan. Było totalnie przestraszona. Zwinęła się w kulkę i płakała. 
- Już, ci.... cicho. - Objąłem ją szczelnie ramieniem.
- Jus... Justin, Ty go zabiłeś, proszę nie dotykaj mnie. - Pff, głupia szmata. Pomóc jej a jeszcze źle. Gdyby nie ja skończyła by tak jak ten fagas.
- Musiałem, inaczej by Cię zgwałcił. Martwiłem się o Ciebie. Dlaczego mnie przeprosiłaś za to że to ja Cię pocałowałem?
- Bo ja Cię do tego sprowokowałam. Skąd masz broń? 
- Mam pozwolenie. Zawsze noszę go ze sobą w razie podobnych sytuacji. Licho wie, co może się zdarzyć. Nie sprowokowałaś mnie, wyglądałaś tak cudownie że musiałem to zrobić.
- Justin...
- Tak? 
- Dziękuje. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. 
- Proszę, zawieź mnie do domu. 
- Oczywiście. 

____________________________________________________________

Hejka hej! Wiem że rozdział krótki, ale obiecuję że następny będzie o wiele dłuższy. Mam nadzieję że ta odsłona wam się podobała. Jak myślicie. Co dalej będzie z Chanel i Justinem? Czy Chan zmieni się przez tą sytuację? Tego wszystkiego dowiecie się za tydzień. Pa! :*












niedziela, 14 grudnia 2014

Chapter 1

[Chanel]
Jest wiosna. Wszystko budzi się do życia. Kocham wiosnę. Nie jest wtedy za zimno, a nie jest też za gorąco. Rośliny wracają do wcześniejszego stanu po zimie. Drzewa zielenieją. Świat powraca do swojego pięknego stanu po okropnych mrozach. Nienawidzę czwartej pory roku. Zdecydowanie, jestem zmarzluchem, ogólnie nie lubię śniegu. Wiem, jestem dość dziwna. Właśnie siedzę przed kawiarnią i rozmawiam z moją przyjaciółką wraz z jej chłopakiem, a moim przyjacielem Mike'm. On jest zupełnie inny niż Luc. Victoria opowiadała mi o tym jaki jest cudowny. Wiem o tym, jest cudownym przyjacielem. Zazdroszczę jej, że ma go u boku, oraz żałuję że nie skorzystałam z szansy wcześniej. Tak, Mike był we mnie zakochany. Szczerze mówiąc, ja z ' moim chłopakiem ' jestem z tylko z przyzwyczajenia. Jak już wcześniej wspominałam traktował mnie jak dziwkę.
- Cześć Kochanie. 
- Umm, hej. - Odparłam oschle, nie zważając nawet na to że tu idzie.
Kochanie? Pff! Jestem jego ' kochaniem ', tylko przy ludziach. Prawdę mówiąc, boję się go. On ciągle mnie bije. Chciałabym mu się przeciw wstawić ale jakoś nie potrafię. Gdyby był inny, może.
- Słońce, chodź tutaj. - Pokazał palcem, na miejsce w które mam się udać tupiąc nogą.
Oho, już szykuje się armagedon. 
- Nie tutaj, chodź tam. Gdzie nikt nie będzie nas widział. 
Zaprowadził mnie za kawiarnie.
- Czego chcesz. - Pożałowałam tego. Chłopak szarpnął mnie za włosy.
- Jak Ty się do mnie odzywasz dziwko!? Gdy ludzie nas widzą i słyszą masz mówić do mnie na ' słońce ', ' kochanie ' lub inne gówniane, niby słodkie przezwiska. Nikt nie ma się dowiedzieć że Cię biję. Jasne!? 
Muszę mu się przeciwstawić, Chanel, dasz radę. To zwykły skurwiel, on na Ciebie nie zasługuje. Pokaż że jesteś silna. ~Mówiła mi moja podświadomość.
- Nie! Nie będziesz mną rządził. Jesteś zwykłym dupkiem. - Po tych słowach, trzasnął mi w twarz z otwartej ręki.
- Coś Ty powiedziała! Jeszcze raz...
- Nie będzie następnego razu, rozumiesz!? Nie będziesz mnie więcej bił! To boli wiesz!? A nie Ty masz wszystko w dupie. To koniec! - Pokazałam mu środkowy palec, odwróciłam się aby wrócić do przyjaciół. 
- Pożałujesz tego, szmato! - Złapał za moje ramię i przekręcił mnie w swoją stronę.
- Ej Ty! Nie ładnie się tak odzywać do kobiet. - Nieznajomy, przystojny mężczyzna, wyłonił się z uliczki od parku, zbliżając się w naszym kierunku.
- Zamknij się Lolku. 
- Coś Ty powiedział!? 
Brunet, szarpnął Lucas'a za koszulkę i uderzył go pięścią w twarz. Kilka razy. Gdy ten opadł na ziemie, kopnął go a swoim wzrokiem, obczaił mnie z góry na dół.
- Hm, ładna. 
- Em, mam dziękować? 
- Haha, za prawdę się nie dziękuje. - Wystawił szereg swoich białych zębów.
- Kim jesteś i dlaczego w ogóle zareagowałeś na tą sytuację?
- Po prostu nie lubię, gdy jakieś chuje traktują tak kobiety. Ogólnie to przechodziłem tylko obok. A i jestem Justin, Justin Bieber. - Ujął moją dłoń i pocałować. Od razu ją zabrałam i obie dałam do tyłu.
- Dziwne. Ale dziękuję. 
- Nie ma za co. Ja Ci się przedstawiłem. Twoja kolej.
- Jestem... Chanel. - Nie miałam zamiaru podawać mu nazwiska.
- Wow, piękne i oryginalne imię. 
- Dziękuje. Wiesz muszę już iść. Przyjaciele na mnie czekają. A co będzie z nim. - Wskazałam ręką na ciało mojego ' byłego '.
- Nic mu się nie stało. Ocuci się za jakąś chwilę i nie będzie nic pamiętał. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. 
- Może, okay, pa. - Posłałam mu uśmiech i wróciłam do Victorii oraz Mike'a. 
- Co Cię tak długo nie było? - Zabrała głos zmartwiona brunetka.
- Zerwałam z Lucas'em.
- No i bardzo dobrze. - Powiedzieli razem. Oboje go nie znoszą.
[Justin]
Hm, ładna, niczego nie świadoma, a teraz jeszcze mną oczarowana, ponieważ zjawiłem się jak jakiś książę z bajki. Jest dość nieśmiała i gra niedostępną, udaje taką, widzę to. Będzie moja. Musi być moja. Chanel, piękne imię. Pierwszy raz, mam styczność z takim. Ciekawe, bardzo ciekawe. No to mam swoją kolejną zdobycz. Świetnie. 

NEXT DAY
[Chanel]
Obudziłam się dość późno ponieważ jest już jedenasta. Na szczęście nie muszę iść dziś do pracy. Mam wolne. Nie mówiłam jeszcze, ale pracuję w restauracji, niedaleko mojego mieszkania. Może to nie jest praca moich marzeń i dostaję za nią grosze, to muszę na siebie jakoś zarabiać, przecież nie chcę wylądować na ulicy. To może być dziwne, ale śnił mi się Justin. Uratował mnie. Gdyby nie on, ten debil pobiłby mnie tak, że trafiłabym do szpitala. Kiedyś już tak było. Musiałam kłamać że spadłam ze schodów. Ogólnie to nienawidzę nie mówić prawdy. Wracając do Biebera. Wydawał się być bardzo miły. Jest cholernie przystojny. Dlaczego ja o nim myślę? Pewnie już nigdy się nie spotkamy. Szedł sobie po prostu parkiem i nas zauważył. Może nie jest to zbyt normalne, ponieważ byliśmy zasłonięci drzewami i krzakami, ale pewnie słyszał nasze krzyki. Z moich przemyśleń wyrwał mnie mój telefon, który wibrował pod poduszką. Zwinnie go wyciągnęłam, po czym odczytałam sms'a. 
' Cześć Chanel, tutaj Justin. Nie pytaj skąd mam twój numer, to długa historia. Może się dziś spotkamy? Justin. '
Czytając to opadła mi kopara. Skąd on ma mój numer? Przecież mu nie podawałam ani nic. Mimo to, zrobiło mi się gorąco i bez większego namysłu, odpisałam na spontanie :
' Jasne, gdzie i kiedy? :) ' 
Co ja narobiłam? Obym tylko tego nie żałowała.
Błyskawicznie uzyskałam odpowiedź. 
' Dzisiaj o 18, w tej kawiarni za którą się poznaliśmy, co Ty na to? :) '
' Em, okay, do zobaczenia!  '
Przeklęłam się za to co właśnie zrobiłam. Zdecydowanie, jestem zbyt ufna. Już miałam wysłać mu wiadomość o rzekomej ważnej sprawie do załatwienia, ale się powstrzymałam. Jestem mu to winna. W sumie niby mnie obronił, ale przecież ja go ani trochę nie znam. Czy to normalne? Odpowiedź na to pytanie, pozostawiam Wam. Zeszłam na dół po zimnych kafelkowych schodach do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Upiłam łyk napoju i odłożyłam go z powrotem na plastikową półkę. Nie mam ochoty na śniadanie. Absolutnie nie odczuwam głodu tego ranka. Postanowiłam wziąć prysznic. Wróciłam na górę do sypialni. Z dużej, białej szafy, wyciągnęłam ciuchy, idealnie kontrastujące do pogody. Ruszyłam do łazienki. Włosy spięłam w koka by mi nie przeszkadzały. Weszłam do kabiny, odkręciłam korek z ciepłą wodą, a krople bezbarwnej cieczy, relaksowały moje ciało, co przyprawiło mnie o lekkie dreszcze. Zamknęłam oczy i totalnie odpłynęłam. W ogóle nie zauważyłam kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy. Nie śpiesząc się zeszłam do salonu. Jeżeli to coś ważnego, ten ktoś, zadzwoni jeszcze raz. Akurat, gdy byłam już w pomieszczeniu, rozległ się dźwięk dzwonka mojego iPhone'a. 
- Halo? 
Nic, nikt nie odpowiada. 
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a. 
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna. 
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane? 
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx ' 

_______________________________________________
 Cześć misie, rozdział pojawił się szybko, mam nadzieję, że wam się podoba. :) Jeżeli tak proszę o zostawienie komentarza! Pozdrawiam, autorka. :) xxx

sobota, 13 grudnia 2014

PROLOGUE

Kochałam go, wiedząc że on nie kochał mnie tak, jak ja jego.  On nie czuł do mnie nic. Później, byłam z nim tylko z przyzwyczajenia. Może bałam się być sama? Bałam się życia bez niego, bo mówił że jestem nikim bez niego, że nie dam sobie w życiu rady nie będąc z nim?   Stałam się od niego całkowicie zależna. Przy ludziach byłam jego księżniczką. Gdy zostawaliśmy sami traktował mnie jak nic nie wartą szmatę. Na zewnątrz chłopak idealny. W środku? Zimny skurwiel. Bił mnie. Te cholerne blizny, które mam do dziś. Nie daruję mu tego. Przestałam go kochać... znienawidziłam Go. Po tym wszystkim pojawił się On... Justin. Bajka znów się powtarza. Czasami, jestem nic nie wartą dziwką. To było bardzo zmienne. Byłam najważniejsza, niemalże nosił mnie na rękach. Lecz gdy robiłam coś, co mu się nie podobało, moje życie zamieniało się w piekło. Ale czy uda mi się to zmienić? Czy uda mi się zmienić jego. Próbuję. Podobno ludzi nie da się zmienić. Ja jednak na przekór wszystkiemu, wierzyłam że się da. Dlaczego? Bo go kocham. Czy on mnie kocha? Czy udało mi się z go zmienić? Jak będzie wyglądało moje życie? Wtedy nie miałam pojęcia. Dziś, znam odpowiedź na te pytania. Nie odpowiem wam na nie teraz. Sami się dowiecie, czytając ' It say that yo love me '.