[Chanel]
Jest
wiosna. Wszystko budzi się do życia. Kocham wiosnę. Nie jest wtedy
za zimno, a nie jest też za gorąco. Rośliny wracają do
wcześniejszego stanu po zimie. Drzewa zielenieją. Świat powraca do
swojego pięknego stanu po okropnych mrozach. Nienawidzę czwartej pory roku. Zdecydowanie, jestem zmarzluchem, ogólnie nie lubię śniegu. Wiem, jestem dość dziwna. Właśnie siedzę przed kawiarnią i rozmawiam z moją przyjaciółką wraz z jej chłopakiem, a moim przyjacielem Mike'm. On jest zupełnie inny niż Luc. Victoria opowiadała mi o tym jaki jest cudowny. Wiem o tym, jest cudownym przyjacielem. Zazdroszczę jej, że ma go u boku, oraz żałuję że nie skorzystałam z szansy wcześniej. Tak, Mike był we mnie zakochany. Szczerze mówiąc, ja z ' moim chłopakiem ' jestem z tylko z przyzwyczajenia. Jak już wcześniej wspominałam traktował mnie jak dziwkę.
- Cześć Kochanie.
- Umm, hej. - Odparłam oschle, nie zważając nawet na to że tu idzie.
Kochanie? Pff! Jestem jego ' kochaniem ', tylko przy ludziach. Prawdę mówiąc, boję się go. On ciągle mnie bije. Chciałabym mu się przeciw wstawić ale jakoś nie potrafię. Gdyby był inny, może.
- Słońce, chodź tutaj. - Pokazał palcem, na miejsce w które mam się udać tupiąc nogą.
Oho, już szykuje się armagedon.
- Nie tutaj, chodź tam. Gdzie nikt nie będzie nas widział.
Zaprowadził mnie za kawiarnie.
- Czego chcesz. - Pożałowałam tego. Chłopak szarpnął mnie za włosy.
- Jak Ty się do mnie odzywasz dziwko!? Gdy ludzie nas widzą i słyszą masz mówić do mnie na ' słońce ', ' kochanie ' lub inne gówniane, niby słodkie przezwiska. Nikt nie ma się dowiedzieć że Cię biję. Jasne!?
Muszę mu się przeciwstawić, Chanel, dasz radę. To zwykły skurwiel, on na Ciebie nie zasługuje. Pokaż że jesteś silna. ~Mówiła mi moja podświadomość.
- Nie! Nie będziesz mną rządził. Jesteś zwykłym dupkiem. - Po tych słowach, trzasnął mi w twarz z otwartej ręki.
- Coś Ty powiedziała! Jeszcze raz...
- Nie będzie następnego razu, rozumiesz!? Nie będziesz mnie więcej bił! To boli wiesz!? A nie Ty masz wszystko w dupie. To koniec! - Pokazałam mu środkowy palec, odwróciłam się aby wrócić do przyjaciół.
- Pożałujesz tego, szmato! - Złapał za moje ramię i przekręcił mnie w swoją stronę.
- Ej Ty! Nie ładnie się tak odzywać do kobiet. - Nieznajomy, przystojny mężczyzna, wyłonił się z uliczki od parku, zbliżając się w naszym kierunku.
- Zamknij się Lolku.
- Coś Ty powiedział!?
Brunet, szarpnął Lucas'a za koszulkę i uderzył go pięścią w twarz. Kilka razy. Gdy ten opadł na ziemie, kopnął go a swoim wzrokiem, obczaił mnie z góry na dół.
- Hm, ładna.
- Em, mam dziękować?
- Haha, za prawdę się nie dziękuje. - Wystawił szereg swoich białych zębów.
- Kim jesteś i dlaczego w ogóle zareagowałeś na tą sytuację?
- Po prostu nie lubię, gdy jakieś chuje traktują tak kobiety. Ogólnie to przechodziłem tylko obok. A i jestem Justin, Justin Bieber. - Ujął moją dłoń i pocałować. Od razu ją zabrałam i obie dałam do tyłu.
- Dziwne. Ale dziękuję.
- Nie ma za co. Ja Ci się przedstawiłem. Twoja kolej.
- Jestem... Chanel. - Nie miałam zamiaru podawać mu nazwiska.
- Wow, piękne i oryginalne imię.
- Dziękuje. Wiesz muszę już iść. Przyjaciele na mnie czekają. A co będzie z nim. - Wskazałam ręką na ciało mojego ' byłego '.
- Nic mu się nie stało. Ocuci się za jakąś chwilę i nie będzie nic pamiętał. Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Może, okay, pa. - Posłałam mu uśmiech i wróciłam do Victorii oraz Mike'a.
- Co Cię tak długo nie było? - Zabrała głos zmartwiona brunetka.
- Zerwałam z Lucas'em.
- No i bardzo dobrze. - Powiedzieli razem. Oboje go nie znoszą.
- No i bardzo dobrze. - Powiedzieli razem. Oboje go nie znoszą.
[Justin]
Hm, ładna, niczego nie świadoma, a teraz jeszcze mną oczarowana, ponieważ zjawiłem się jak jakiś książę z bajki. Jest dość nieśmiała i gra niedostępną, udaje taką, widzę to. Będzie moja. Musi być moja. Chanel, piękne imię. Pierwszy raz, mam styczność z takim. Ciekawe, bardzo ciekawe. No to mam swoją kolejną zdobycz. Świetnie.
NEXT DAY
[Chanel]
Hm, ładna, niczego nie świadoma, a teraz jeszcze mną oczarowana, ponieważ zjawiłem się jak jakiś książę z bajki. Jest dość nieśmiała i gra niedostępną, udaje taką, widzę to. Będzie moja. Musi być moja. Chanel, piękne imię. Pierwszy raz, mam styczność z takim. Ciekawe, bardzo ciekawe. No to mam swoją kolejną zdobycz. Świetnie.
NEXT DAY
[Chanel]
Obudziłam się dość późno ponieważ jest już jedenasta. Na szczęście nie muszę iść dziś do pracy. Mam wolne. Nie mówiłam jeszcze, ale pracuję w restauracji, niedaleko mojego mieszkania. Może to nie jest praca moich marzeń i dostaję za nią grosze, to muszę na siebie jakoś zarabiać, przecież nie chcę wylądować na ulicy. To może być dziwne, ale śnił mi się Justin. Uratował mnie. Gdyby nie on, ten debil pobiłby mnie tak, że trafiłabym do szpitala. Kiedyś już tak było. Musiałam kłamać że spadłam ze schodów. Ogólnie to nienawidzę nie mówić prawdy. Wracając do Biebera. Wydawał się być bardzo miły. Jest cholernie przystojny. Dlaczego ja o nim myślę? Pewnie już nigdy się nie spotkamy. Szedł sobie po prostu parkiem i nas zauważył. Może nie jest to zbyt normalne, ponieważ byliśmy zasłonięci drzewami i krzakami, ale pewnie słyszał nasze krzyki. Z moich przemyśleń wyrwał mnie mój telefon, który wibrował pod poduszką. Zwinnie go wyciągnęłam, po czym odczytałam sms'a.
' Cześć Chanel, tutaj Justin. Nie pytaj skąd mam twój numer, to długa historia. Może się dziś spotkamy? Justin. '
Czytając to opadła mi kopara. Skąd on ma mój numer? Przecież mu nie podawałam ani nic. Mimo to, zrobiło mi się gorąco i bez większego namysłu, odpisałam na spontanie :
' Jasne, gdzie i kiedy? :) '
Co ja narobiłam? Obym tylko tego nie żałowała.
Błyskawicznie uzyskałam odpowiedź.
' Dzisiaj o 18, w tej kawiarni za którą się poznaliśmy, co Ty na to? :) '
' Em, okay, do zobaczenia! '
Przeklęłam się za to co właśnie zrobiłam. Zdecydowanie, jestem zbyt ufna. Już miałam wysłać mu wiadomość o rzekomej ważnej sprawie do załatwienia, ale się powstrzymałam. Jestem mu to winna. W sumie niby mnie obronił, ale przecież ja go ani trochę nie znam. Czy to normalne? Odpowiedź na to pytanie, pozostawiam Wam. Zeszłam na dół po zimnych kafelkowych schodach do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Upiłam łyk napoju i odłożyłam go z powrotem na plastikową półkę. Nie mam ochoty na śniadanie. Absolutnie nie odczuwam głodu tego ranka. Postanowiłam wziąć prysznic. Wróciłam na górę do sypialni. Z dużej, białej szafy, wyciągnęłam ciuchy, idealnie kontrastujące do pogody. Ruszyłam do łazienki. Włosy spięłam w koka by mi nie przeszkadzały. Weszłam do kabiny, odkręciłam korek z ciepłą wodą, a krople bezbarwnej cieczy, relaksowały moje ciało, co przyprawiło mnie o lekkie dreszcze. Zamknęłam oczy i totalnie odpłynęłam. W ogóle nie zauważyłam kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy. Nie śpiesząc się zeszłam do salonu. Jeżeli to coś ważnego, ten ktoś, zadzwoni jeszcze raz. Akurat, gdy byłam już w pomieszczeniu, rozległ się dźwięk dzwonka mojego iPhone'a.
- Halo?
Nic, nikt nie odpowiada.
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a.
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna.
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane?
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx '
_______________________________________________
Cześć misie, rozdział pojawił się szybko, mam nadzieję, że wam się podoba. :) Jeżeli tak proszę o zostawienie komentarza! Pozdrawiam, autorka. :) xxx
' Cześć Chanel, tutaj Justin. Nie pytaj skąd mam twój numer, to długa historia. Może się dziś spotkamy? Justin. '
Czytając to opadła mi kopara. Skąd on ma mój numer? Przecież mu nie podawałam ani nic. Mimo to, zrobiło mi się gorąco i bez większego namysłu, odpisałam na spontanie :
' Jasne, gdzie i kiedy? :) '
Co ja narobiłam? Obym tylko tego nie żałowała.
Błyskawicznie uzyskałam odpowiedź.
' Dzisiaj o 18, w tej kawiarni za którą się poznaliśmy, co Ty na to? :) '
' Em, okay, do zobaczenia! '
Przeklęłam się za to co właśnie zrobiłam. Zdecydowanie, jestem zbyt ufna. Już miałam wysłać mu wiadomość o rzekomej ważnej sprawie do załatwienia, ale się powstrzymałam. Jestem mu to winna. W sumie niby mnie obronił, ale przecież ja go ani trochę nie znam. Czy to normalne? Odpowiedź na to pytanie, pozostawiam Wam. Zeszłam na dół po zimnych kafelkowych schodach do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Upiłam łyk napoju i odłożyłam go z powrotem na plastikową półkę. Nie mam ochoty na śniadanie. Absolutnie nie odczuwam głodu tego ranka. Postanowiłam wziąć prysznic. Wróciłam na górę do sypialni. Z dużej, białej szafy, wyciągnęłam ciuchy, idealnie kontrastujące do pogody. Ruszyłam do łazienki. Włosy spięłam w koka by mi nie przeszkadzały. Weszłam do kabiny, odkręciłam korek z ciepłą wodą, a krople bezbarwnej cieczy, relaksowały moje ciało, co przyprawiło mnie o lekkie dreszcze. Zamknęłam oczy i totalnie odpłynęłam. W ogóle nie zauważyłam kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy. Nie śpiesząc się zeszłam do salonu. Jeżeli to coś ważnego, ten ktoś, zadzwoni jeszcze raz. Akurat, gdy byłam już w pomieszczeniu, rozległ się dźwięk dzwonka mojego iPhone'a.
- Halo?
Nic, nikt nie odpowiada.
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a.
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna.
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane?
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx '
_______________________________________________
Cześć misie, rozdział pojawił się szybko, mam nadzieję, że wam się podoba. :) Jeżeli tak proszę o zostawienie komentarza! Pozdrawiam, autorka. :) xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz