niedziela, 4 stycznia 2015

Chapter 3


Dla przypomnienia końcówka rozdziału trzeciego:

- Zostaw ją skurwysynie. 
- Haha, bo co. - Wyciągnąłem broń.
- Jeżeli coś jej zrobisz, pożałujesz. 
- Koleś, serio? Nawet nie można se zerżnąć jakiejś pierwszej lepszej dziwki. Przecież później ją zabije a nikt się nic nie dowie. Jeżeli to twoja dupa, dam Ci hajs. Bo wygląda na niezłą.
- Zamknij mordę. Teraz przegiąłeś. - Nacisnąłem na spust pistoletu celując w jego głowę. Podszedłem bliżej i wystrzeliłem jeszcze kilka pocisków w jego ciało. 
- Zdychaj sukinsynie. - Splunąłem na jego twarz.
Spojrzałem na Chan. Było totalnie przestraszona. Zwinęła się w kulkę i płakała. 
- Już, ci.... cicho. - Objąłem ją szczelnie ramieniem.
- Jus... Justin, Ty go zabiłeś, proszę nie dotykaj mnie. - Pff, głupia szmata. Pomóc jej a jeszcze źle. Gdyby nie ja skończyła by tak jak ten fagas.
- Musiałem, inaczej by Cię zgwałcił. Martwiłem się o Ciebie. Dlaczego mnie przeprosiłaś za to że to ja Cię pocałowałem?
- Bo ja Cię do tego sprowokowałam. Skąd masz broń? 
- Mam pozwolenie. Zawsze noszę go ze sobą w razie podobnych sytuacji. Licho wie, co może się zdarzyć. Nie sprowokowałaś mnie, wyglądałaś tak cudownie że musiałem to zrobić.
- Justin...
- Tak? 
- Dziękuje. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. 
- Proszę, zawieź mnie do domu. 
-Oczywiście. 

_______________________________________________________________________________________________________________

Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. 
- Zaczekaj. 
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy a ja śmiałam się jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz? 
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać. 

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie. 

[Justin] 

Kurwa mać, ta dziewczyna jest po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić, ani robić jej krzywdy. Chcę tylko żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel] 

Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę że to że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to, że dali mi na imię tak, jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam że prawie każdego dnia  patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok a wiąże się z nim to że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację.  Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam. 
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał. 
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się. 
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy. 


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic. 


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie że on nie jest zabójczo słodki. 


Wystawiłam szereg białych zębów gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh! 



- Wiedziałem że wejdziesz w tą latarnię, po prostu to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny że tak się we mnie wpatrujesz? 

- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku. 
- Ale daj buziaka. 
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały. 
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom. 




Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Zaczekaj.
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy, to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy, a ja śmiałam się, jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz?
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę, by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać.

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć, że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy, nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie.

[Justin]
Kurwa mać, ta dziewczyna jest, po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić ani robić jej krzywdy. Chcę tylko, żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę, żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale, jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel]
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę, że to, że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to , że dali mi na imię, tak jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę, że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie, że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam, że prawie każdego dnia patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok, a wiąże się z, nim to, że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn, to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać, że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać, kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację. Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam.
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał.
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się.
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy.


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba, jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic.


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego, więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze, gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie, że on nie jest zabójczo słodki.

Wystawiłam szereg białych zębów, gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam, gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym, po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona, że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh!


- Wiedziałem, że wejdziesz w tą latarnię, po prostu, to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku.
- Ale daj buziaka.
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały.
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom.
Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Zaczekaj.
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy, to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy, a ja śmiałam się, jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz?
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę, by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać.

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć, że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy, nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie.

[Justin]
Kurwa mać, ta dziewczyna jest, po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić ani robić jej krzywdy. Chcę tylko, żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę, żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale, jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel]
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę, że to, że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to , że dali mi na imię, tak jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę, że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie, że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam, że prawie każdego dnia patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok, a wiąże się z, nim to, że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn, to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać, że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać, kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację. Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam.
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał.
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się.
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy.


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba, jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic.


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego, więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze, gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie, że on nie jest zabójczo słodki.

Wystawiłam szereg białych zębów, gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam, gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym, po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona, że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh!


- Wiedziałem, że wejdziesz w tą latarnię, po prostu, to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku.
- Ale daj buziaka.
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały.
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom.
- Idziemy do klubu?- Zapytał chłopak, a jego oczy się zaświeciły.
- Em, okay.
- Albo nie na kolację, a później do klubu.
- A może klub jutro?
- Nie, mam ochotę potańczyć. - Uśmiechnął się.
- Och, niech Ci będzie. - Puściłam mu oczko.

przed restauracją

Justin złapał mnie za rękę i prowadził w stronę pięknej restauracji. Gdy weszliśmy do środka zauważyłam ogromny przepych. Białe ściany ze złotymi zdobieniami. Dwa wielkie kryształowe żyrandole. Czerwone zasłony które z obu stron przykrywały duże okna. Wiele okrągłych stolików, przy, których siedzieli ludzie wystrojeni jak na bal. Kobiety w pięknych długich sukniach, z kryształowymi dodatkami. A mężczyźni w garniturach, a ich nadgarstki zdobiły zegarki ze szczerego złota. Przełknęłam ślinę i ścisnęłam dłoń Biebera.

-Wiesz ja chyba tu nie pasuje. - Odchrząknęłam.
- Żartujesz sobie, wyglądasz najlepiej z tych wszystkich panienek. - Uśmiechnął się.
- To są dorosłe kobiety.
- Oj, tam.


Nagle podszedł do nas kelner, z białą szmatką na ręku.
- Dzień Dobry, Panie Bieber. Witam Panią Mitchell. - Skinął głową na Justina, natomiast mnie pocałował w dłoń.
- Dzień Dobry. - Odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Zaprowadzę Państwo na zarezerwowane miejsce. Tak jak sobie Pan życzył będziecie tam tylko wy. - Machnął elegancko dłonią i ruszył prosto.
Gdy był w bezpiecznej odległości od nas z niedowierzaniem zwróciłam się do bruneta.
- Justin, co się tutaj dzieje.
- Niespodzianka! Dziś będzie jeszcze jedna. - Uśmiechnął się cwaniacko.

Wsiedliśmy do windy za l0kajem, a ten wcisnął guzik z najwyższym piętrem. Chyba, to dach.
Zaraz! Ja mam lęk wysokości.
Wysiedliśmy z małego szklanego pomieszczenia ruszając na przód. I, choć, to był dach wyglądał nieziemsko elegancko i bogato. Nie było jakoś obskurnie, wręcz przeciwnie. Nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam po SZKLANYM podłożu. Na szczęście, to takie grube szkło, przeznaczone specjalnie do chodzenia.
- Justin, ja się boje.
- Spokojnie shawty, nic Ci nie będzie. - Wziął mnie pod ramie i pocałował w policzek.
Okay, Chanel, raz się żyje. Gdy doszliśmy do stolika od razu usiadłam, a serce podeszło mi do gardło. Choć było tu pięknie, przy blasku księżyca, pachnące świece na stole, było tak rooomantycznie, to i tak źle się tu czułam, bo, po prostu bałam się, że to podłoże zaraz runie.
- Ej, mała spokojnie. - Posłałam mu na, to tylko krzywy uśmiech.
- Co Państwo zamawiają?
- Ja... no nie wiem... może sałatkę włoską. - Wybrałam coś zwyczajnego z karty.
- Shawty, może jakiś deser? Lody mogą być? O! I wino.
- Mogą, ale Justin prowadzisz. Wina nie chcę. - Posłałam mu buziaka w powietrzu i zamknęłam kartę. Nie słyszałam co zamawiał Biebs, ponieważ odpłynęłam do krainy myśli. Myślałam o całym dzisiejszym dniu. O tym jak działa na mnie ten chłopak. On mnie tak jakby... dopełnia? Nie wiem, ale, gdy jestem bez Niego, czuję jakąś dziwną pustkę, a gdy tylko jest obok mnie, wypełnia tą pustkę. Ugh, to takie cudowne. Jak z jakiegoś filmu.


Nie wiem, ile tak myślałam oraz dlaczego Justin nie zwrócił mi uwagi, ale nagle przyszedł kelner z zamówieniami.
- To dla Pani, a to dla Pana. - Podał nam nasze dania.
- Dziękuję. - Odchrząknęłam.
- Dziękuję. - Zachrypiał Justin.
- Jeżeli będą sobie Państwo coś życzyć, proszę wołać. Smacznego. - Posłał nam szczery uśmiech i zniknął w windzie.
- Ugh! Niech przestanie mówić na nas "Państwo" to denerwujące. Czuję się jakbym miała 50 lub 60 lat. Mam dopiero 21, hello. - Oburzyłam się.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaśmiał się pod nosem.


Po skończonym posiłku, przystojny mężczyzna, który odbierał od nas zamówienie zabrał od nas puste talerze. Bieber wsunął do kieszeni rachunek, a wychodząc z restauracji podał go Pani, która siedziała za ladą z boku lokalu, przy okazji wręczając jej mały napiwek.
Gdy wyszliśmy za zewnątrz było już dość zimno, więc skrzyżowałam ręce na piersi, idąc pod ramię z brunetem.

- I co nie było tak źle. Nie zawaliło się. - Zaczął się śmiać jak pokopany.
- Ej no! Mam lęk wysokości! - Zrobiłam obrażoną minę.
- Oj, nie wiedziałem, ups, przepraszam. - Cmoknął mnie w szyję.
- Już dobra.
- Teraz klub.
- Okay.

W KLUBIE

Tańczyłam właśnie z Justinem ocierając się tyłkiem o jego krocze. Ups. No, ale co poradzę byłam już nieźle wstawiona. Kusiłam go tańcem aż w końcu wyczułam jak wbija mi się coś w plecy. Uh, Justin, biedactwo. On też pił, i to nawet nieźle. Zadzwonił po swojego szofera, Davida, by nas potem odwiózł. Odwróciłam się do niego przodem, na co jego dłonie wylądowały na moich pośladkach, mocno je ściskając. Gdybym nie była pijana, pewnie bym mu na, to nie pozwoliła, ale, że sporo shotów się polało, to nie kontrolowałam tego co robię.
- Mam na Ciebie ochotę. - Wychrypiał, przegryzając płatek mojego ucha.
- Haha, wiem, że jestem najebana, ale bez przesady, słoneczko.

Wróciliśmy do loży, popijając jeszcze kilka drinków. Chciałam wstać, by iść na parkiet, ale się zachwiałam i wylądowałam z powrotem na kanapie.
- Kurwa!
- Gdzie!? Jak ładna, to pozdrów. - Zaśmiał się.
- Zabawne.
Położyłam głowę na kolanach Justina, a, nim się obejrzałam zasnęłam.


Obudziłam się w aucie.
- Gdzie jedziemy? - Zapytałam zaspanym głosem.
- Ale ja chcę do domu. - Usiadłam.
- Oj, długo nie wrócisz do domu. - Odpowiedział JB. Nie wierzę.
- Co?
- No zostaniesz trochę u mnie. Haha. Pamiętasz jak Ci mówiłem, że mam jeszcze jedną niespodziankę?
- Mhm.
- Suprise! - Wykrzyczał, odpalił skręta marihuany i zaczął się śmiać.
  • Teraz jesteś moja.


Nie , nie wierzę, to nie może być ten sam Justin. Kurwa mać! Jest pijany na pewno nie wie, co gada. Droczy się ze mną. Nie kurwa, nie droczy! Czy ja zawsze muszę wpakować się w jakieś gówno. Błądziłam myślami, aż ponownie zasnęłam.  
_____________________________________________________________________________________

Okay, a więc Justin już ją do siebie zabrał. Od razu mówię że nie będzie jej traktował tak jak Luke, ale chce miec ja tylko dla siebie i zrobi wszystko aby tak bylo. Taki maly spojler ale coz. :) Mam nadzieje ze sie podobalo.  TRZYMAJCIE SIE CIEPLO, BUZIAKI :* 

+ POGRUBIONA CZCIONKA WRAZ Z KURSYWĄ (PRZECHYLONA CZCIONKA) OZNACZA SEN.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz