W RAMACH PRZYPOMNIENIA, KOŃCÓWKA ROZDZIAŁU PIERWSZEGO.
- Halo?
Nic, nikt nie odpowiada.
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a.
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna.
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane?
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx '
___________________________________________________
Ten koleś jest, ugh! Jego nie da się opisać słowami. Szczerze mówiąc, ja nigdy nic mu nie zrobiłam. Jedynie mu się postawiłam. To on krzywdził mnie na każdym kroku. Zawsze byłam tą bezużyteczną szmatą. Do czego byłam mu potrzeba? Pff, żeby miał się na kim wyżyć. Jestem pewna że jakaś kolejna idiotka, taka jak ja, wpadła w jego sidła. Żałuję tego że weszłam w ten cholerny związek. Mike mnie ostrzegał. Mówił będziesz żałowała. I wiecie co? Miał rację. On nigdy nie jest w błędzie. Jedyne z czego się cieszę, to, to, że nie zgodziłam się na seks z nim. Co prawda próbował mnie zgwałcić, ale byłam silna. Owszem, jestem mocna psychicznie, ale przy nim to wszystko zanikało. Doskonale wiem, że mogłabym mu się sprzeciwić, dlaczego tego nie zrobiłam? Wy pytajcie mnie. A ja was. Nie mam pojęcia. Tak w wieku 21 lat jestem dziewicą, dziwne? Moim zdaniem, NIE. To zupełnie normalne. Nie rozumiem dziewczyn, które za wszelką cenę chcą stracić cnotę. W moim przypadku, chciałabym zrobić to z kimś wyjątkowym. Kto na mnie zasługuję. Nie jest jakimś super towarem, za którym suną oczy każdego faceta. Ale ja też chcę mieć normalnego chłopaka, a nie jakiegoś chuja. A może oglądają się za mną mężczyźni, może tego nie zauważam? W tym momencie to nie istotne. To dziwne, ale teraz najważniejsze jest dla mnie, żeby wypaść jak najlepiej przy Justin'ie. Do czasu spotkania, nie robiłam nic ciekawego, co mogłabym opisać.
6,5 h później
Jestem już gotowa do wyjścia. Postawiłam na coś specjalnego, ale minimalistycznie. >klik< Była już 17:30 więc postanowiłam wychodzić. Złapałam jeszcze tylko mój telefon z szafki nocnej po czym wyszłam, zamykając za sobą drzwi, na klucz. Wesoło zbiegłam z klatki schodowej. Otwierając główne drzwi fala świeżego powietrza biła się na moją twarz. Przyjemne uczucie.
NA MIEJSCU.
Weszłam do przemiłego pomieszczenia. Od razu poczułam piękne zapachy różnych ciast, ciasteczek i świeżo mielonej i parzonej kawy. Cudo! Już tam siedział. Uh! Chyba się spóźniłam, miałam już wyciągać komórkę z torebki by sprawdzić godzinę ale ten podszedł do mnie, obdarował lekkim buziakiem w policzek, prosząc o pójście za nim. Słodki jest. Może się wydawać że ideał. Po ostatnim co mnie przeszło, nie wierzę w ideały. Myślałam że Lucas był perfekcyjny.
- Wow, cudownie wyglądasz.
- Dziękuję, Tobie też nie można nic zarzucić. - Odparłam, na co oblizał usta po czym przegryzł wargę. Wyglądał tak... seksownie. Kurwa mać, ten koleś jest tak przystojny, że aż robi mi się gorąco.
- Masz na coś ochotę?
- Em, nie wiem, chyba nie. Drętwo tutaj, nudy okropne.
- To może jakiś klub? - Uśmiechnął się.
- Dobry pomysł... - Odwzajemniłam uśmiech, po czym wstałam.
Wyszliśmy z pomieszczenia, kierując się w stronę jego samochodu. Lamborghini, hmm, pewnie jakiś bogacz. Choć może sobie na to solidnie zapracował? Miał marzenie żeby taki mieć? Odkładał sobie pieniądze? Nie wiem, ale nie mam zamiaru zaglądać mu w portfel.
Z kieszeni czarnych spodni, których krok kończył się na wysokości kolan, wyciągnął kluczyki. Nacisnął guziczek, a drzwi rozsunęły się do góry. Nietypowe otwarcie, ale cóż. Co kto woli. Jeżeli chce mnie poderwać na samochód, niech się nie łudzi.
Nie imponuje mi takie coś. Ale w sumie, bryka fajna. A z resztą, skąd ja wiem, że on w ogóle chce mnie poderwać. Bravo Rose.
- Podoba Ci się auto?
- Auto jak auto. Możemy jechać?
- A tak serio? - Uśmiechnął się.
- Eh, no fajna, wow. - Odwzajemniłam uśmiech.
- Wsiadaj. Nie muszę podchodzić i otwierać drzwi. - Zaśmiał się głośno.
- To miało być dla Ciebie takie ułatwienie? - Również się zaśmiałam, puszczając mu oczko.
- Nie do końca. Dobra jedziemy.
Gestem ręki poprosił mnie abym wsiadła. Poczyniłam to na co on zrobił to samo. Wyjechaliśmy. W dość krótkim czasie byliśmy na miejscu. Nie ukrywam, ostrożny to on NIE jest. Jechał bardzo szybko. Szczerze, to trochę się bałam.
NA MIEJSCU.
Wysiadłam z auta które zaparkowało przed ogromnym klubem. Dudniącą muzykę, było słychać już w zamkniętym aucie, a co będzie w środku? Nawet nie zauważyłam kiedy Justin był już przy mnie. Podał mi rękę. Nie pewnie podałam mu swoją.
- Spokojnie, to Cię do niczego nie zobowiązuje. Po prostu, to wielki klub, jest tu pełno idiotów którzy mogą Ci coś zrobić. Muszę Cię pilnować. Zgadzasz się? - Uśmiechnął się.
- Skoro tak, to jasne. - Odwzajemniłam gest.
Szliśmy przed siebie w kierunku niskich metalowych schodów prowadzących do pomieszczenia. Gdy Jus otworzył drzwi, fala gorąca uderzyła w moją twarz. Przepych, alkohol, spoceni ludzie. W rogu zauważyłam dwie dziewczyny które się ze sobą zabawiały. Coś okropnego. Wygląda na to że ludzie tutaj nie mają wstydu, a to że w tej chwili zebrała się wokół nich spora gromadka ludzi, wpatrujących się w to co robią, nie robi na nich kompletnego wrażenia. Lekko ścisnęłam dłoń Biebera.
- Em, Justin, może jakiś inne miejsce?
- A co się stało? - Zapytał, na co ja palcem wskazałam na to czego byłam przed chwilą świadkiem.
- Ach to! Nie przejmuj się, tutaj to normalka.
- No i właśnie dlatego chcę stąd iść.
- Nie zwracaj na to uwagi. Chodź. Zostajemy? - Uśmiechnął się.
- No dobrze.
Poszliśmy dalej, przepychając się przez masę spoconych ludzi. Napaleni i śliniący się faceci wpatrzeni w striptizerki, okropnie mnie zniesmaczyły. Rozumiem że to miejsce na imprezy, ale bez przesady.
- Chodź tam, mamy lożę. - Pociągnął mnie za rękę w stronę loży.
- Może Ci coś zamówić?
- Ty pewnie często tu bywasz, zamów mi coś co najbardziej lubisz tu pić. Od razu zamów sobie.
- Wiesz, jest taka sprawa, jestem na antybiotykach więc nie będę pił, ale potrafię się bawić bez alko i nie potrzebuję pić. Tobie chętnie zamówię coś, co lubię.
- Skoro Ty nie pijesz to ja nie muszę.
- Nie no co Ty! Przynajmniej nie będziesz zwracała uwagi na takie sytuacje jak wcześniej.
[Justin]
2 hours later
Dziś jest ten dzień, upiję ją i zabiorę do mnie do domu. Sama chciała do klubu, ja miałem plany zrobić to za jakiś tydzień. Nie, w sumie nie. Niech mi zaufa. Nie zmieniam planu. Za siedem dni będzie okay. Teraz jeszcze mi nie ufa oraz nie zna i będzie się pilnowała z piciem. Wygląda na taką która solidnie myśli zanim coś zrobi. Już jest trochę wstawiona, jeszcze z nią zatańczę kilka razy, odwiozę do domu, a przy okazji będę wiedział gdzie mieszka.
- Justin, chodź tańczyć. - Pociągnęła mnie za dłoń w stronę parkietu.
Wolna piosenka. Ugh, nie lubię takich. Owinęła ręce na moim karku, natomiast moje spoczęły na jej biodrach. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. W pewnym momencie, dziewczyna przybliżyła się bardziej. Stanęła na palcach, patrząc w moje oczy. Jest piękna, bardzo piękna. Nie mogłem już wytrzymać więc po prostu ją pocałowałem. Ku mojemu zdziwieniu, odwzajemniła to. Nasze języki toczyły walkę o dominacje. Kurwa mać, mam ochotę ją zerżnąć. Jeszcze nie teraz. Ogarnij się Bieber, za niedługo będzie twoja i będziesz mógł ją pieprzyć ile chcesz. Tłumaczyłem sobie w głowie.
Chanel rozłączyła nasze usta z cudownego pocałunku. Wydusiła z siebie tylko ciche ' przepraszam ' po czym wybiegła z sali. W pierwszej chwili nie zareagowałem. Ale gdy wróciłem do rzeczywistości i zrozumiałem co się właśnie stało od razu ruszyłem za nią w pościg. Przecież tam jest pełno pojebów którzy tylko czekają na samotną, zagubioną śliczną panienkę którą mogą zgwałcić. Nie to żebym ją kochał, ale... z resztą chuj z tym. Wybiegłem na dwór a fala zimnego, świeżego powietrza, uderzyła mnie w twarz. Rozglądnąłem się wkoło, nic, ani żywej duszy. Gdy miałem już biec drogą, usłyszałem głośne śmiechy i pisk dziewczyny. To na pewno ona. Pobiegłem na tyłu klubu, to jakiś obskurny zakątek. Zobaczyłem jakiegoś obleśnego, grubego typa który dobierał się do Chanel.
- Zostaw ją skurwysynie.
- Haha, bo co. - Wyciągnąłem broń.
- Jeżeli coś jej zrobisz, pożałujesz.
- Koleś, serio? Nawet nie można se zerżnąć jakiejś pierwszej lepszej dziwki. Przecież później ją zabije a nikt się nic nie dowie. Jeżeli to twoja dupa, dam Ci hajs. Bo wygląda na niezłą.
- Zamknij mordę. Teraz przegiąłeś. - Nacisnąłem na spust pistoletu celując w jego głowę. Podszedłem bliżej i wystrzeliłem jeszcze kilka pocisków w jego ciało.
- Zdychaj sukinsynie. - Splunąłem na jego twarz.
Spojrzałem na Chan. Było totalnie przestraszona. Zwinęła się w kulkę i płakała.
- Już, ci.... cicho. - Objąłem ją szczelnie ramieniem.
- Jus... Justin, Ty go zabiłeś, proszę nie dotykaj mnie. - Pff, głupia szmata. Pomóc jej a jeszcze źle. Gdyby nie ja skończyła by tak jak ten fagas.
- Musiałem, inaczej by Cię zgwałcił. Martwiłem się o Ciebie. Dlaczego mnie przeprosiłaś za to że to ja Cię pocałowałem?
- Bo ja Cię do tego sprowokowałam. Skąd masz broń?
- Mam pozwolenie. Zawsze noszę go ze sobą w razie podobnych sytuacji. Licho wie, co może się zdarzyć. Nie sprowokowałaś mnie, wyglądałaś tak cudownie że musiałem to zrobić.
- Justin...
- Tak?
- Dziękuje. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach.
- Proszę, zawieź mnie do domu.
- Oczywiście.
____________________________________________________________


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz