Przebudziłam się, lekkie promienie słoneczne które dostawały się przez niedosunięte żaluzje muskały moją twarz. Przetarłam oczy po czym przeszłam do pozycji siedzącej. Rozglądnęłam się po pokoju w którym się znajdowałam. To nie był MÓJ pokój. Nerwowo zagryzłam dolną wargę wstając z łóżka. Byłam tak zdenerwowana że potknęłam się o własną nogę. Kurwa! Przeklęłam się w duchu. Runęłam na podłogę chwilę później do pokoju wtargnął Bieber.
- Ej shawty, nic Ci nie jest? - Zapytał troskliwie. Skurwiel.
- Um chyba ni... w ogóle co ja tutaj robię!? - Odchrząknęłam podnosząc lekko głos.
- Niespodzianka. - Uśmiechnął się głupkowato.
- O co w tym wszystkim kurwa chodzi! - Warknęłam.
- Spokojnej!
- Jak mam być spokojna skoro mnie porwałeś!
- Nie porwałem po prostu. Od teraz jesteś moja. - Odpalił szluga.
- Mógłbyś przy mnie nie palić!? - Zabrałam mu z ust papierosa, rzuciłam go na podłogę i zdeptałam butem. - Jaka twoja? Dlaczego udawałeś to wszystko. Tamten Justin a Ty, nie to nie możliwe. Dlaczego mi to zrobiłeś. A ja głupia się w Tobie... a z resztą nie ważne to już prysło! Wytłumacz mi dlaczego zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę!? Popieprzyło Cię debilu!?
[Justin]
O nie, kurwa, przesadziła. Już się zamachnąłem, miałem wymierzyć jej cios w policzek z otwartej ręki lecz zatrzymałem dłoń przy jej twarzy zabierając ją i chowając za plecy. Cholera, nie mogę tego zrobić.
- Kurwa mać! Za te słowa chętnie bym Cię uderzył ale nie mogę. Po pierwsze za ładna po drugie jestem do Ciebie zbyt przywiązany i powiedzmy że mi na Tobie zależy co nie zmienia faktu że jesteś kolejną pustą idiotką która dała się nabrać na słodkiego Biebera. - Parsknąłem. Ale co ja gadam Ona nie jest jedną z nich a może jest? Sam nie wiem. Jebać to! Na początku chciałem ją tylko przelecieć. Nie mogę czy ja się zakochałem? Niemożliwe.
[Chanel]
Na te słowa wypowiedziane z jego malinowych ust które do tej pory tak kochałam z moich oczy wypłynęły łzy a w gardle powstała ogromna niewidzialna kula. Jak... jak on mógł to powiedzieć. Nie wierzę że to ten sam Justin który obronił mnie przed Lucasem, ten dzięki któremu jeszcze żyję po tej akcji za klubem, który zabrał mnie na cudowną kolację, ten w którym zakochałam się bez pamięci. To nie realne. Wszystko było pieprzoną fikcją. A co ja myślałam? Że znalazłam sobie księcia z bajki? Idiotka ze mnie.
- Nie stop, nie jesteś, przepraszam Chan. - Podszedł do mnie chcąc do siebie przytulić.
- Odejdź ode mnie, już! A w ogóle zawieź mnie do domu skurwielu!- Krzyknęłam po czym uderzyłam go w policzek.
- Dziwka. Nigdzie się stąd nie ruszasz.Przyzwyczajaj się. - Splunął i wyszedł.
Co on sobie kurwa myśli! Tupnęłam nogą po czym zsunęłam się plecami po drzwiach.
Gdy doszłam do siebie, wstałam nacisnęłam na klamkę od drzwi i wyszłam. Rozglądnęłam się po całym przedpokoju nim ujrzałam schody. Zeszłam z nich najciszej jak tylko mogłam. Udałam się do drzwi które jak myślałam były drzwiami wejściowymi gdyż stały tam buty i powieszone były kurtki. Ubrałam swoje szpilki oraz futerko chcąc wyjść. Ścisnęłam za klamkę ale na marne drzwi ani drgnęły. Nie było klucza ani nic. Kopnęłam w nie mocno przez co rozbolała mnie stopa.
- Cholera! - Wykrzyczałam.
- Nie wyjdziesz stąd skarbie. - Zbliżył się i musnął mnie w usta. Starałam się go odepchnąć natomiast nic mi to nie dało. Ten jeszcze bardziej na mnie napierał. Kiedy nasze klatki się spotkały, tak że czułam łomotanie jego serca wpił się w moje usta zachłannie całując. Nie odwzajemniałam pocałunku ale też nie próbowałam go odepchnąć bo wiedziałam że nic mi to nie da.
- Jeżeli będziesz grzeczną dziewczynką, nic Ci się nie stanie. - Szarpnął mnie lekko za włosy. - Zrozumiano? - Nic nie odpowiedziałam tylko splunęłam mu na twarz.
Z tego co widziałam ostro się wkurzył, zaciskał zęby i starał się kontrolować.
- Kurwa mać! Czy Ty wiesz jak ja się powstrzymuję żeby Ci solidnie nie wpieprzyć!?
- Mam w to wyjebane. Możesz ode mnie się odsunąć bo mi nie wygodnie.
- Uh, zobaczymy czy będziesz miała tak wyjebane gdy.... - Urwał. - A zresztą nie mamy o czym gadać.
- Wow! Wreszcie się w tym uświadomiłeś. A teraz odsuń się. - Jak powiedziałam tak zrobił. Podrapał się jeszcze po głowie a następnie zniknął w jakimś pomieszczeniu.
- Gdzie ja mam kurwa iść!? Nie pomyślałeś!? - Nim się spostrzegłam szedł ku mnie z jakimiś ciuchami.
- Idź do łazienki. Weź prysznic, przebierz się w kto. Bez żadnych numerów, na zewnątrz jest mój kumpel więc nie próbuj uciekania przez okno. Aaa, śpisz ze mną.
- Chyba Cię pojebało!
- Grzeczniej!
- Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś bo nic z tego nie rozumiem. Dlaczego tak udawałeś. Równie dobrze mogłeś mnie po prostu porwać! A nie porwałeś mnie wtedy gdy Cię pokochałam. Jesteś naprawdę popieprzonym człowiekiem! - Wrzeszczałam.
- Długa historia. A Ty myślisz że mi na Tobie nie zależy!? Gdybym miał Cię w dupie już dawno bym Cię zerżnął a potem zostawił na jakimś odludziu lub zabił. Kurwa mać, może ja Ciebie też kocham! O kurwa poco to mówiłem!
- Skoro mnie kochasz to do chuja dlaczego to zrobiłeś!? Nie musiałeś mnie porywać!
- To nie jest teraz istotne! Pobędziesz tu jakiś czas. Jak będziesz się słuchać to Cię wypuszczę.
- Jesteś... a z resztą! Nie mam ochoty z Tobą gadać! - Warknęłam.
Ten tylko machnął ręką odwracając się na pięcie.
- Ekhem! - Odchrząknęłam.
- Co znowu?
- Czy byłbyś tak dobry i raczył poinformować mnie gdzie w tym domu znajduje się łazienka! - Burknęłam.
- Idź po schodach pierwsze drzwi po lewo. - Mierzwił swoje włosy.
- Uważaj po fryzurę popsujesz, pewnie spędziłeś nad nią dobre kilka godzin.
- Idź już stąd lepiej bo zaraz na prawdę Ci zajebie. - Zagroził na co tylko się zaśmiałam. Ruszyłam w kierunku łazienki.
Pomieszczenie idealnie współgrało ze sobą kolorystyką. Cała łazienka utrzymywała się w odcieniach bieli, brązu i kremowego. W lewym rogu stał prysznic a w prawym dość duża wanna, w której spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Nie dziwię się pewnie sprowadzał sobie dziwki. No tak te romantyczne kąpiele. Wracając. Pralka i te sprawy choć wątpię że w ogóle jej używa, no cóż. Nawet ręczniki były brązowe ogólnie cała łazienka była piękna. Po lewej stronie wisiało duże lustro a wraz z nim szklana półeczka na której leżały świeczki, perfumy i pianki do golenia. Podeszłam bliżej chwytając do rąk jedną z fiolek perfum. Zaciągnęłam się ich zapachem i odpłynęłam. Kurwa perfumy to ma świetne. Wąchałam tak każdą perfumę która leżała na półce i każda była obłędna. Nagle usłyszałam pukanie.
- Shawty, jesteś tam? Siedzisz tu prawie pół godziny.- Usłyszałam za drzwiami głos Biebera.
- Jestem. Pół godziny to nic, doskonale wiesz że kobieta potrzebuje więcej czasu w łazience niż facet. A z resztą Ty i tak pewnie siedzisz dłużej ode mnie. - Przegryzłam wagę i zaczęłam się śmiać.
- Nie żartuj sobie. Bo zaraz tam wejdę. - Odezwał się wkurzony.
- Nie denerwuj się Bieber, złość piękności szkodzi, a tego przecież nie chcemy. - Powstrzymywałam się od śmiechu.
- Okay, przesadzasz. Wchodzę.
- Nawet nie próbuj. Nie ma szans.
- Mmm, już sobie wyobrażam Twoje nagie ciało.
- Och, rozczaruje Cię nie będziesz miał takiej szansy.
- Jesteś tego pewna?
- Całkowicie. - Odchrząknęłam.
- Okay, przekonajmy się.
- Droga wolna.
Ni stąd ni zowąd usłyszałam zgrzyt przekręcanego zamka a nim się spostrzegłam drzwi były otwarte a w progu stał brunet z przemoczonymi włosami i przepasanym ręcznikiem w ogół bioder. Jego mina gdy zobaczył że jestem jeszcze w ciuchach była bezcenna. To tak jakby obiecać dziecku jego wymarzony prezent pod choinkę a gdy przyjdzie wyczekiwany czas gwiazdki dziecko to zastaje pod choinką jakąś głupią piżamę.
- Dlaczego jesteś jeszcze w ciuchach? I dlaczego moje perfumy są poprzestawiane? - Uśmiechnął się szelmowsko.
- Bo tak. - Zarumieniłam się.
- Wąchałaś je prawda? Umm może dam Ci poczuć ten zapach z bliska.
- O czym Ty mówisz?
Nagle zaczął się do mnie zbliżać. Jego ciało napierało na moje. Nie postrzeżenie wpił mi się w usta a ja o dziwo nie protestowałam. Jakby na jakiś czas zapomniała o tym wszystkim co się dzieje. Tak jakbym naćpała się jego perfumami. To dziwne. Mierzwiłam jego mokre włosy co było mega podniecające. I gdyby nie to że zrobił mi to co zrobił pozwoliłabym mu się zerżnąć. Ale nie ma tak Bieber nagrabiłeś sobie więc teraz masz nauczkę. Skurwiel z niego jakich mało. Gdy zeszłam na ziemie oderwałam się od jego ust. Zwinnie uwolniłam się z jego uścisku po czym wyszłam z łazienki.
- Ej miałaś się kąpać.
- Jak wyjdziesz.
- Narobiłaś mi ochoty.
- To Twój problem gdybyś nie zrobił ze mnie idiotki pewnie już byśmy się pieprzyli. - Żartowałam sobie by wzbudzić w nim pożądanie. Nienawidzę go jak mało kogo. Nim się obejrzałam stał już przy mnie z miną zbitego pieska.
- Proszę.
- Chyba sobie żartujesz!? Myślisz że zapomniałam co mi zrobiłeś!? Oj nie łudź się bo i tak Cię nienawidzę a to że się całowaliśmy przed chwilą to był impuls i moja głupota! Teraz tego żałuję, ogólnie żałuje wszystkiego co jest z Tobą związane. Zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę, potraktowałeś jak nic niewartą dziwkę którą chcesz tylko zerżnąć. Nie rób z siebie większego głupka niż jesteś! A i nawet nie próbuj mnie uderzyć! - Krzyczałam.
- Przepraszam okay!? Nie wiedziałem że się w Tobie zakocham! Tak na początku chciałem Cię tylko przelecieć ale jak Cię poznałem to diametralnie się zmieniło. Nie widzisz tego!? Moim największym błędem było to że upiłem Cię a później zabrałem Cię do siebie! Biłem się z myślami czy powiedzieć Ci rano że nie chciało mi się jechać do Ciebie czy prosto z mostu dać ci do zrozumienia że chcę Cię mieć tylko dla siebie. Chciałem żeby ktoś taki jak Ty mnie pokochał ale na marne. Jeszcze będziesz moja. POWIEDZ ŻE MNIE KOCHASZ. To będzie miód na moje serce.
- Nie Justin nigdy Ci tego nie wybaczę. A nawet jeśli to będzie długi czas. Postaraj się. Odwieź mnie do domu już teraz! Kochałam Cię a teraz już nie wiem co do Ciebie czuję.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
_______________________________________________________________________________________________________________________
Wiem że ten rozdział jest bardzo krótki ale nie mam weny ostatnio. A więc tak czy Justin się zmieni? Czy Chanel mu w tym pomoże czy POWIE ŻE GO KOCHA. Tego dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Trzymajcie się ciepło BUUZIOL! :*
Co on sobie kurwa myśli! Tupnęłam nogą po czym zsunęłam się plecami po drzwiach.
Gdy doszłam do siebie, wstałam nacisnęłam na klamkę od drzwi i wyszłam. Rozglądnęłam się po całym przedpokoju nim ujrzałam schody. Zeszłam z nich najciszej jak tylko mogłam. Udałam się do drzwi które jak myślałam były drzwiami wejściowymi gdyż stały tam buty i powieszone były kurtki. Ubrałam swoje szpilki oraz futerko chcąc wyjść. Ścisnęłam za klamkę ale na marne drzwi ani drgnęły. Nie było klucza ani nic. Kopnęłam w nie mocno przez co rozbolała mnie stopa.
- Cholera! - Wykrzyczałam.
- Nie wyjdziesz stąd skarbie. - Zbliżył się i musnął mnie w usta. Starałam się go odepchnąć natomiast nic mi to nie dało. Ten jeszcze bardziej na mnie napierał. Kiedy nasze klatki się spotkały, tak że czułam łomotanie jego serca wpił się w moje usta zachłannie całując. Nie odwzajemniałam pocałunku ale też nie próbowałam go odepchnąć bo wiedziałam że nic mi to nie da.
- Jeżeli będziesz grzeczną dziewczynką, nic Ci się nie stanie. - Szarpnął mnie lekko za włosy. - Zrozumiano? - Nic nie odpowiedziałam tylko splunęłam mu na twarz.
Z tego co widziałam ostro się wkurzył, zaciskał zęby i starał się kontrolować.
- Kurwa mać! Czy Ty wiesz jak ja się powstrzymuję żeby Ci solidnie nie wpieprzyć!?
- Mam w to wyjebane. Możesz ode mnie się odsunąć bo mi nie wygodnie.
- Uh, zobaczymy czy będziesz miała tak wyjebane gdy.... - Urwał. - A zresztą nie mamy o czym gadać.
- Wow! Wreszcie się w tym uświadomiłeś. A teraz odsuń się. - Jak powiedziałam tak zrobił. Podrapał się jeszcze po głowie a następnie zniknął w jakimś pomieszczeniu.
- Gdzie ja mam kurwa iść!? Nie pomyślałeś!? - Nim się spostrzegłam szedł ku mnie z jakimiś ciuchami.
- Idź do łazienki. Weź prysznic, przebierz się w kto. Bez żadnych numerów, na zewnątrz jest mój kumpel więc nie próbuj uciekania przez okno. Aaa, śpisz ze mną.
- Chyba Cię pojebało!
- Grzeczniej!
- Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś bo nic z tego nie rozumiem. Dlaczego tak udawałeś. Równie dobrze mogłeś mnie po prostu porwać! A nie porwałeś mnie wtedy gdy Cię pokochałam. Jesteś naprawdę popieprzonym człowiekiem! - Wrzeszczałam.
- Długa historia. A Ty myślisz że mi na Tobie nie zależy!? Gdybym miał Cię w dupie już dawno bym Cię zerżnął a potem zostawił na jakimś odludziu lub zabił. Kurwa mać, może ja Ciebie też kocham! O kurwa poco to mówiłem!
- Skoro mnie kochasz to do chuja dlaczego to zrobiłeś!? Nie musiałeś mnie porywać!
- To nie jest teraz istotne! Pobędziesz tu jakiś czas. Jak będziesz się słuchać to Cię wypuszczę.
- Jesteś... a z resztą! Nie mam ochoty z Tobą gadać! - Warknęłam.
Ten tylko machnął ręką odwracając się na pięcie.
- Ekhem! - Odchrząknęłam.
- Co znowu?
- Czy byłbyś tak dobry i raczył poinformować mnie gdzie w tym domu znajduje się łazienka! - Burknęłam.
- Idź po schodach pierwsze drzwi po lewo. - Mierzwił swoje włosy.
- Uważaj po fryzurę popsujesz, pewnie spędziłeś nad nią dobre kilka godzin.
- Idź już stąd lepiej bo zaraz na prawdę Ci zajebie. - Zagroził na co tylko się zaśmiałam. Ruszyłam w kierunku łazienki.
Pomieszczenie idealnie współgrało ze sobą kolorystyką. Cała łazienka utrzymywała się w odcieniach bieli, brązu i kremowego. W lewym rogu stał prysznic a w prawym dość duża wanna, w której spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Nie dziwię się pewnie sprowadzał sobie dziwki. No tak te romantyczne kąpiele. Wracając. Pralka i te sprawy choć wątpię że w ogóle jej używa, no cóż. Nawet ręczniki były brązowe ogólnie cała łazienka była piękna. Po lewej stronie wisiało duże lustro a wraz z nim szklana półeczka na której leżały świeczki, perfumy i pianki do golenia. Podeszłam bliżej chwytając do rąk jedną z fiolek perfum. Zaciągnęłam się ich zapachem i odpłynęłam. Kurwa perfumy to ma świetne. Wąchałam tak każdą perfumę która leżała na półce i każda była obłędna. Nagle usłyszałam pukanie.
- Shawty, jesteś tam? Siedzisz tu prawie pół godziny.- Usłyszałam za drzwiami głos Biebera.
- Jestem. Pół godziny to nic, doskonale wiesz że kobieta potrzebuje więcej czasu w łazience niż facet. A z resztą Ty i tak pewnie siedzisz dłużej ode mnie. - Przegryzłam wagę i zaczęłam się śmiać.
- Nie żartuj sobie. Bo zaraz tam wejdę. - Odezwał się wkurzony.
- Nie denerwuj się Bieber, złość piękności szkodzi, a tego przecież nie chcemy. - Powstrzymywałam się od śmiechu.
- Okay, przesadzasz. Wchodzę.
- Nawet nie próbuj. Nie ma szans.
- Mmm, już sobie wyobrażam Twoje nagie ciało.
- Och, rozczaruje Cię nie będziesz miał takiej szansy.
- Jesteś tego pewna?
- Całkowicie. - Odchrząknęłam.
- Okay, przekonajmy się.
- Droga wolna.
Ni stąd ni zowąd usłyszałam zgrzyt przekręcanego zamka a nim się spostrzegłam drzwi były otwarte a w progu stał brunet z przemoczonymi włosami i przepasanym ręcznikiem w ogół bioder. Jego mina gdy zobaczył że jestem jeszcze w ciuchach była bezcenna. To tak jakby obiecać dziecku jego wymarzony prezent pod choinkę a gdy przyjdzie wyczekiwany czas gwiazdki dziecko to zastaje pod choinką jakąś głupią piżamę.
- Dlaczego jesteś jeszcze w ciuchach? I dlaczego moje perfumy są poprzestawiane? - Uśmiechnął się szelmowsko.
- Bo tak. - Zarumieniłam się.
- Wąchałaś je prawda? Umm może dam Ci poczuć ten zapach z bliska.
- O czym Ty mówisz?
Nagle zaczął się do mnie zbliżać. Jego ciało napierało na moje. Nie postrzeżenie wpił mi się w usta a ja o dziwo nie protestowałam. Jakby na jakiś czas zapomniała o tym wszystkim co się dzieje. Tak jakbym naćpała się jego perfumami. To dziwne. Mierzwiłam jego mokre włosy co było mega podniecające. I gdyby nie to że zrobił mi to co zrobił pozwoliłabym mu się zerżnąć. Ale nie ma tak Bieber nagrabiłeś sobie więc teraz masz nauczkę. Skurwiel z niego jakich mało. Gdy zeszłam na ziemie oderwałam się od jego ust. Zwinnie uwolniłam się z jego uścisku po czym wyszłam z łazienki.
- Ej miałaś się kąpać.
- Jak wyjdziesz.
- Narobiłaś mi ochoty.
- To Twój problem gdybyś nie zrobił ze mnie idiotki pewnie już byśmy się pieprzyli. - Żartowałam sobie by wzbudzić w nim pożądanie. Nienawidzę go jak mało kogo. Nim się obejrzałam stał już przy mnie z miną zbitego pieska.
- Proszę.
- Chyba sobie żartujesz!? Myślisz że zapomniałam co mi zrobiłeś!? Oj nie łudź się bo i tak Cię nienawidzę a to że się całowaliśmy przed chwilą to był impuls i moja głupota! Teraz tego żałuję, ogólnie żałuje wszystkiego co jest z Tobą związane. Zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę, potraktowałeś jak nic niewartą dziwkę którą chcesz tylko zerżnąć. Nie rób z siebie większego głupka niż jesteś! A i nawet nie próbuj mnie uderzyć! - Krzyczałam.
- Przepraszam okay!? Nie wiedziałem że się w Tobie zakocham! Tak na początku chciałem Cię tylko przelecieć ale jak Cię poznałem to diametralnie się zmieniło. Nie widzisz tego!? Moim największym błędem było to że upiłem Cię a później zabrałem Cię do siebie! Biłem się z myślami czy powiedzieć Ci rano że nie chciało mi się jechać do Ciebie czy prosto z mostu dać ci do zrozumienia że chcę Cię mieć tylko dla siebie. Chciałem żeby ktoś taki jak Ty mnie pokochał ale na marne. Jeszcze będziesz moja. POWIEDZ ŻE MNIE KOCHASZ. To będzie miód na moje serce.
- Nie Justin nigdy Ci tego nie wybaczę. A nawet jeśli to będzie długi czas. Postaraj się. Odwieź mnie do domu już teraz! Kochałam Cię a teraz już nie wiem co do Ciebie czuję.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
_______________________________________________________________________________________________________________________
Wiem że ten rozdział jest bardzo krótki ale nie mam weny ostatnio. A więc tak czy Justin się zmieni? Czy Chanel mu w tym pomoże czy POWIE ŻE GO KOCHA. Tego dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Trzymajcie się ciepło BUUZIOL! :*
.gif)

