poniedziałek, 19 stycznia 2015

Chapter 4


Przebudziłam się, lekkie promienie słoneczne które dostawały się przez niedosunięte żaluzje muskały moją twarz. Przetarłam oczy po czym przeszłam do pozycji siedzącej. Rozglądnęłam się po pokoju w którym się znajdowałam. To nie był MÓJ pokój. Nerwowo zagryzłam dolną wargę wstając z łóżka. Byłam tak zdenerwowana że potknęłam się o własną nogę. Kurwa! Przeklęłam się w duchu. Runęłam na podłogę chwilę później do pokoju wtargnął Bieber. 
- Ej shawty, nic Ci nie jest? - Zapytał troskliwie. Skurwiel.
- Um chyba ni... w ogóle co ja tutaj robię!? - Odchrząknęłam podnosząc lekko głos. 
- Niespodzianka. - Uśmiechnął się głupkowato. 
- O co w tym wszystkim kurwa chodzi! - Warknęłam.
- Spokojnej! 
- Jak mam być spokojna skoro mnie porwałeś! 
- Nie porwałem po prostu. Od teraz jesteś moja. - Odpalił szluga. 
- Mógłbyś przy mnie nie palić!? - Zabrałam mu z ust papierosa, rzuciłam go na podłogę i zdeptałam butem. - Jaka twoja? Dlaczego udawałeś to wszystko. Tamten Justin a Ty, nie to nie możliwe. Dlaczego mi to zrobiłeś. A ja głupia się w Tobie... a z resztą nie ważne to już prysło! Wytłumacz mi dlaczego zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę!? Popieprzyło Cię debilu!? 


[Justin]
O nie, kurwa, przesadziła. Już się zamachnąłem, miałem wymierzyć jej cios w policzek z otwartej ręki lecz zatrzymałem dłoń przy jej twarzy zabierając ją i chowając za plecy. Cholera, nie mogę tego zrobić. 

- Kurwa mać! Za te słowa chętnie bym Cię uderzył ale nie mogę. Po pierwsze za ładna po drugie jestem do Ciebie zbyt przywiązany i powiedzmy że mi na Tobie zależy co nie zmienia faktu że jesteś kolejną pustą idiotką która dała się nabrać na słodkiego Biebera. - Parsknąłem. Ale co ja gadam Ona nie jest jedną z nich a może jest? Sam nie wiem. Jebać to! Na początku chciałem ją tylko przelecieć. Nie mogę czy ja się zakochałem? Niemożliwe.


[Chanel] 
Na te słowa wypowiedziane z jego malinowych ust które do tej pory tak kochałam z moich oczy wypłynęły łzy a w gardle powstała ogromna niewidzialna kula. Jak... jak on mógł to powiedzieć. Nie wierzę że to ten sam Justin który obronił mnie przed Lucasem, ten dzięki któremu jeszcze żyję po tej akcji za klubem, który zabrał mnie na cudowną kolację, ten w którym zakochałam się bez pamięci. To nie realne. Wszystko było pieprzoną fikcją. A co ja myślałam? Że znalazłam sobie księcia z bajki? Idiotka ze mnie.

- Nie stop, nie jesteś, przepraszam Chan. - Podszedł do mnie chcąc do siebie przytulić. 
- Odejdź ode mnie, już! A w ogóle zawieź mnie do domu skurwielu!- Krzyknęłam po czym uderzyłam go w policzek. 
- Dziwka. Nigdzie się stąd nie ruszasz.Przyzwyczajaj się. - Splunął i wyszedł.

Co on sobie kurwa myśli! Tupnęłam nogą po czym zsunęłam się plecami po drzwiach.



Gdy doszłam do siebie, wstałam nacisnęłam na klamkę od drzwi i wyszłam. Rozglądnęłam się po całym przedpokoju nim ujrzałam schody. Zeszłam z nich najciszej jak tylko mogłam. Udałam się do drzwi które jak myślałam były drzwiami wejściowymi gdyż stały tam buty i powieszone były kurtki. Ubrałam swoje szpilki oraz futerko chcąc wyjść. Ścisnęłam za klamkę ale na marne drzwi ani drgnęły. Nie było klucza ani nic. Kopnęłam w nie mocno przez co rozbolała mnie stopa. 

- Cholera! - Wykrzyczałam.
- Nie wyjdziesz stąd skarbie. - Zbliżył się i musnął mnie w usta. Starałam się go odepchnąć natomiast nic mi to nie dało. Ten jeszcze bardziej na mnie napierał. Kiedy nasze klatki się spotkały, tak że czułam łomotanie jego serca wpił się w moje usta zachłannie całując. Nie odwzajemniałam pocałunku ale też nie próbowałam go odepchnąć bo wiedziałam że nic mi to nie da. 
- Jeżeli będziesz grzeczną dziewczynką, nic Ci się nie stanie. - Szarpnął mnie lekko za włosy. - Zrozumiano? - Nic nie odpowiedziałam tylko splunęłam mu na twarz. 

Z tego co widziałam ostro się wkurzył, zaciskał zęby i starał się kontrolować. 
- Kurwa mać! Czy Ty wiesz jak ja się powstrzymuję żeby Ci solidnie nie wpieprzyć!? 
- Mam w to wyjebane. Możesz ode mnie się odsunąć bo mi nie wygodnie. 
- Uh, zobaczymy czy będziesz miała tak wyjebane gdy.... - Urwał. - A zresztą nie mamy o czym gadać. 
- Wow! Wreszcie się w tym uświadomiłeś. A teraz odsuń się. - Jak powiedziałam tak zrobił. Podrapał się jeszcze po głowie a następnie zniknął w jakimś pomieszczeniu. 
- Gdzie ja mam kurwa iść!? Nie pomyślałeś!? - Nim się spostrzegłam szedł ku mnie z jakimiś ciuchami. 
- Idź do łazienki. Weź prysznic, przebierz się w kto. Bez żadnych numerów, na zewnątrz jest mój kumpel więc nie próbuj uciekania przez okno. Aaa, śpisz ze mną. 
- Chyba Cię pojebało! 
- Grzeczniej! 
- Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś bo  nic z tego nie rozumiem. Dlaczego tak udawałeś. Równie dobrze mogłeś mnie po prostu porwać! A nie porwałeś mnie wtedy gdy Cię pokochałam. Jesteś naprawdę popieprzonym człowiekiem! - Wrzeszczałam.
- Długa historia. A Ty myślisz że mi na Tobie nie zależy!? Gdybym miał Cię w dupie już dawno bym Cię zerżnął a potem zostawił na jakimś odludziu lub zabił. Kurwa mać, może ja Ciebie też kocham! O kurwa poco to mówiłem! 
- Skoro mnie kochasz to do chuja dlaczego to zrobiłeś!? Nie musiałeś mnie porywać! 
- To nie jest teraz istotne! Pobędziesz tu jakiś czas. Jak będziesz się słuchać to Cię wypuszczę.
- Jesteś... a z resztą! Nie mam ochoty z Tobą gadać! - Warknęłam. 
Ten tylko machnął ręką odwracając się na pięcie. 
- Ekhem! - Odchrząknęłam.
- Co znowu?
- Czy byłbyś tak dobry i raczył poinformować mnie gdzie w tym domu znajduje się łazienka! - Burknęłam. 
- Idź po schodach pierwsze drzwi po lewo. - Mierzwił swoje włosy. 
- Uważaj po fryzurę popsujesz, pewnie spędziłeś nad nią dobre kilka godzin. 
- Idź już stąd lepiej bo zaraz na prawdę Ci zajebie. - Zagroził na co tylko się zaśmiałam. Ruszyłam w kierunku łazienki. 

Pomieszczenie idealnie współgrało ze sobą kolorystyką. Cała łazienka utrzymywała się w odcieniach bieli, brązu i kremowego. W lewym rogu stał prysznic a w prawym dość duża wanna, w której spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Nie dziwię się pewnie sprowadzał sobie dziwki. No tak te romantyczne kąpiele. Wracając. Pralka i te sprawy choć wątpię że w ogóle jej używa, no cóż. Nawet ręczniki były brązowe ogólnie cała łazienka była piękna. Po lewej stronie wisiało duże lustro a wraz z nim szklana półeczka na której leżały świeczki, perfumy i pianki do golenia. Podeszłam bliżej chwytając do rąk jedną z fiolek perfum. Zaciągnęłam się ich zapachem i odpłynęłam. Kurwa perfumy to ma świetne. Wąchałam tak każdą perfumę która leżała na półce i każda była obłędna. Nagle usłyszałam pukanie. 
- Shawty, jesteś tam? Siedzisz tu prawie pół godziny.- Usłyszałam za drzwiami głos Biebera.
- Jestem. Pół godziny to nic, doskonale wiesz że kobieta potrzebuje więcej czasu w łazience niż facet. A z resztą Ty i tak pewnie siedzisz dłużej ode mnie. - Przegryzłam wagę i zaczęłam  się śmiać.
- Nie żartuj sobie. Bo zaraz tam wejdę. - Odezwał się wkurzony.
- Nie denerwuj się Bieber, złość piękności szkodzi, a tego przecież nie chcemy. - Powstrzymywałam się od śmiechu. 
- Okay, przesadzasz. Wchodzę. 
- Nawet nie próbuj. Nie ma szans.
- Mmm, już sobie wyobrażam Twoje nagie ciało. 
- Och, rozczaruje Cię nie będziesz miał takiej szansy.
- Jesteś tego pewna? 
- Całkowicie. - Odchrząknęłam.
- Okay, przekonajmy się. 
- Droga wolna. 
Ni stąd ni zowąd usłyszałam zgrzyt przekręcanego zamka a nim się spostrzegłam drzwi były otwarte a w progu stał brunet z przemoczonymi włosami i przepasanym ręcznikiem w ogół bioder. Jego mina gdy zobaczył że jestem jeszcze w ciuchach była bezcenna. To tak jakby obiecać dziecku jego wymarzony prezent pod choinkę a gdy przyjdzie wyczekiwany czas gwiazdki dziecko to zastaje pod choinką jakąś głupią piżamę. 
- Dlaczego jesteś jeszcze w ciuchach? I dlaczego moje perfumy są poprzestawiane? - Uśmiechnął się szelmowsko. 
- Bo tak. - Zarumieniłam się. 
- Wąchałaś je prawda? Umm może dam Ci poczuć ten zapach z bliska. 
- O czym Ty mówisz? 

Nagle zaczął się do mnie zbliżać. Jego ciało napierało na moje. Nie postrzeżenie wpił mi się w usta a ja o dziwo nie protestowałam. Jakby na jakiś czas zapomniała o tym wszystkim co się dzieje. Tak jakbym naćpała się jego perfumami. To dziwne. Mierzwiłam jego mokre włosy co było mega podniecające. I gdyby nie to że zrobił mi to co zrobił pozwoliłabym mu się zerżnąć. Ale nie ma tak Bieber nagrabiłeś sobie więc teraz masz nauczkę. Skurwiel z niego jakich mało. Gdy zeszłam na ziemie oderwałam się od jego ust. Zwinnie uwolniłam się z jego uścisku po czym wyszłam z łazienki. 
- Ej miałaś się kąpać. 
- Jak wyjdziesz. 
- Narobiłaś mi ochoty. 
- To Twój problem gdybyś nie zrobił ze mnie idiotki pewnie już byśmy się pieprzyli. - Żartowałam sobie by wzbudzić w nim pożądanie. Nienawidzę go jak mało kogo. Nim się obejrzałam stał już przy mnie z miną zbitego pieska. 
- Proszę. 
- Chyba sobie żartujesz!? Myślisz że zapomniałam co mi zrobiłeś!? Oj nie łudź się bo i tak Cię nienawidzę a to że się całowaliśmy przed chwilą to był impuls i moja głupota! Teraz tego żałuję, ogólnie żałuje wszystkiego co jest z Tobą związane. Zrobiłeś ze mnie kompletną idiotkę, potraktowałeś jak nic niewartą dziwkę którą chcesz tylko zerżnąć. Nie rób z siebie większego głupka niż jesteś! A i nawet nie próbuj mnie uderzyć! - Krzyczałam. 
- Przepraszam okay!? Nie wiedziałem że się w Tobie zakocham! Tak na początku chciałem Cię tylko przelecieć ale jak Cię poznałem to diametralnie się zmieniło. Nie widzisz tego!? Moim największym błędem było to że upiłem Cię a później zabrałem Cię do siebie! Biłem się z myślami czy powiedzieć Ci rano że nie chciało mi się jechać do Ciebie czy prosto z mostu dać ci do zrozumienia że chcę Cię mieć tylko dla siebie. Chciałem żeby ktoś taki jak Ty mnie pokochał ale na marne. Jeszcze będziesz moja. POWIEDZ ŻE MNIE KOCHASZ. To będzie miód na moje serce. 
- Nie Justin nigdy Ci tego nie wybaczę. A nawet jeśli to będzie długi czas. Postaraj się. Odwieź mnie do domu już teraz! Kochałam Cię a teraz już nie wiem co do Ciebie czuję. 


CIĄG DALSZY NASTĄPI...

_______________________________________________________________________________________________________________________
Wiem że ten rozdział jest bardzo krótki ale nie mam weny ostatnio. A więc tak czy Justin się zmieni? Czy Chanel mu w tym pomoże czy POWIE ŻE GO KOCHA. Tego dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Trzymajcie się ciepło BUUZIOL! :*

niedziela, 4 stycznia 2015

Chapter 3


Dla przypomnienia końcówka rozdziału trzeciego:

- Zostaw ją skurwysynie. 
- Haha, bo co. - Wyciągnąłem broń.
- Jeżeli coś jej zrobisz, pożałujesz. 
- Koleś, serio? Nawet nie można se zerżnąć jakiejś pierwszej lepszej dziwki. Przecież później ją zabije a nikt się nic nie dowie. Jeżeli to twoja dupa, dam Ci hajs. Bo wygląda na niezłą.
- Zamknij mordę. Teraz przegiąłeś. - Nacisnąłem na spust pistoletu celując w jego głowę. Podszedłem bliżej i wystrzeliłem jeszcze kilka pocisków w jego ciało. 
- Zdychaj sukinsynie. - Splunąłem na jego twarz.
Spojrzałem na Chan. Było totalnie przestraszona. Zwinęła się w kulkę i płakała. 
- Już, ci.... cicho. - Objąłem ją szczelnie ramieniem.
- Jus... Justin, Ty go zabiłeś, proszę nie dotykaj mnie. - Pff, głupia szmata. Pomóc jej a jeszcze źle. Gdyby nie ja skończyła by tak jak ten fagas.
- Musiałem, inaczej by Cię zgwałcił. Martwiłem się o Ciebie. Dlaczego mnie przeprosiłaś za to że to ja Cię pocałowałem?
- Bo ja Cię do tego sprowokowałam. Skąd masz broń? 
- Mam pozwolenie. Zawsze noszę go ze sobą w razie podobnych sytuacji. Licho wie, co może się zdarzyć. Nie sprowokowałaś mnie, wyglądałaś tak cudownie że musiałem to zrobić.
- Justin...
- Tak? 
- Dziękuje. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. 
- Proszę, zawieź mnie do domu. 
-Oczywiście. 

_______________________________________________________________________________________________________________

Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. 
- Zaczekaj. 
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy a ja śmiałam się jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz? 
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać. 

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie. 

[Justin] 

Kurwa mać, ta dziewczyna jest po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić, ani robić jej krzywdy. Chcę tylko żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel] 

Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę że to że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to, że dali mi na imię tak, jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam że prawie każdego dnia  patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok a wiąże się z nim to że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację.  Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam. 
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał. 
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się. 
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy. 


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic. 


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie że on nie jest zabójczo słodki. 


Wystawiłam szereg białych zębów gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh! 



- Wiedziałem że wejdziesz w tą latarnię, po prostu to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny że tak się we mnie wpatrujesz? 

- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku. 
- Ale daj buziaka. 
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały. 
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom. 




Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Zaczekaj.
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy, to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy, a ja śmiałam się, jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz?
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę, by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać.

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć, że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy, nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie.

[Justin]
Kurwa mać, ta dziewczyna jest, po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić ani robić jej krzywdy. Chcę tylko, żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę, żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale, jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel]
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę, że to, że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to , że dali mi na imię, tak jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę, że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie, że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam, że prawie każdego dnia patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok, a wiąże się z, nim to, że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn, to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać, że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać, kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację. Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam.
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał.
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się.
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy.


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba, jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic.


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego, więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze, gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie, że on nie jest zabójczo słodki.

Wystawiłam szereg białych zębów, gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam, gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym, po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona, że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh!


- Wiedziałem, że wejdziesz w tą latarnię, po prostu, to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku.
- Ale daj buziaka.
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały.
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom.
Nim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie Jus'a. Odwróciłam swój wzrok za szybę. Zaczęło lać. Pod wpływem szybkiego tempa, (Justin jechał z jakieś 140 km/h, jak nie więcej) cały obraz się rozmywał. Gdy byliśmy już na miejscu, pociągnęłam za klamkę, by wyjść, ale Bieber złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Zaczekaj.
Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi. Otworzył je i podał mi dłoń, abym ją wzięła. Gdy, to zrobiłam zdjął kurtkę i ' założył ' mi nad głowę, ponieważ lało jak z cebra. Biegliśmy, a ja śmiałam się, jak głupia. Tak ja On. Gdy doszliśmy pod moje drzwi, chłopak chciał się pożegnać buziakiem. Ale go zatrzymałam.
- Może wejdziesz?
- Nie, wiesz muszę jechać do domu. Mam trochę rzeczy do załatwienia.
- Okay. - Zrobiłam smutną minę, po czym stając na palcach pocałowałam go w policzek. Miałam ogromną ochotę, by pocałować go w usta, ale się powstrzymałam. Przegryzłam dolną wargę, odwróciłam się na pięcie i weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Nie wzięłam ze sobą ubrań, postanowiłam spać nago. No co? Uwielbiam tak spać.

tydzień później
Justin- na samą myśl o Nim, gdy pomyślę tylko jego imię, od razu robi mi się gorąco. Jest cudowny. Opiekuńczy, troskliwy i pomyśleć, że zjawił się w moim życiu jak... bohater? No tak uratował mnie przed Lucas'em. Przy, nim czuję się cholernie...bezpieczna. Dziś mamy się spotkać. Za jakieś 2 godziny po mnie przyjedzie.

[Justin]
Kurwa mać, ta dziewczyna jest, po prostu nieziemska. Nie mogę, nie chcę jej więzić ani robić jej krzywdy. Chcę tylko, żeby była moja. Zabiorę ją do siebie na kilka dni. Mówiąc zabiorę, mam na myśli porwę, ale co mam innego zrobić? Chcę, żeby mnie kochała. Jeżeli nie będzie odwzajemniała moich uczuć i będzie nie posłuszna, zrobię z niej szmatę. Zaczynam coś do niej czuć, ale, jeżeli ona nie czuje tego samego co ja, zmuszę ją do tego. Kurwa, przecież nie chce zrobić jej krzywdy. Dobra, decyzja została podjęta.

[Chanel]
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wmasowałam w ciało żel o zapachu - maliny, truskawki, banana i kiwi. Pachniał nieziemsko. Powstałą pianę spłukałam. Wyszłam z zaparowanego pomieszczenia, po czym udałam się do sypialni. Wybrałam sukienkę, dodatki, a następnie zrobiłam makijaż, ostatni raz przeciągając krwisto czerwoną szminką po moich dużych ustach, myślę, że to, że nie są takie malutkie, jak ma wiele dziewczyn, dodaje mi wiele uroku. Spryskałam się perfumami od Chanel ( Kocham moich rodziców za to , że dali mi na imię, tak jak od długiego czasu moja ulubiona marka. To jedyne za co ich kocham. Ale dalszych opowieści o moich pierdolonych rodzicach, dowiecie się KIEDYŚ) Na ramiona zarzuciłam jakieś SZTUCZNE, cieniutkie... futerko? Sztuczne, ponieważ na pewno nie odważyłabym ubrać na siebie prawdziwego. Efekt końcowy wyglądał tak- >klik<. Stanęłam w lustrze, po raz ostatni przyglądając się swojemu wyglądowi. Podoba mi się. Myślę, że tym razem bardzo mi się udało. Och, nie pomyślcie sobie, że jestem jakąś zadufaną w sobie panienką. Nie podobam się sobie bardzo często. Tym razem jest na przekór niż uważam zazwyczaj i jestem z siebie dumna. Przysięgam Wam, że prawie każdego dnia patrząc w lustro mam ochotę się zabić. Czasami jest taki odskok, a wiąże się z, nim to, że mam ochotę ciągle patrzeć w lusterko, bo się sobie podobam. Ale uwierzcie, nie zdarza się to często. Kiedyś miałam do siebie inne nastawienie, ale pewien sukinsyn, to zniszczył, o! i jeszcze moi rodzice, wina jest więcej po stronie ojca, natomiast matka, też nie była gorsza. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół, tak zbiegłam na dół jak torpeda W SZPILKACH, muszę przyznać, że chodzę w nich BARDZO dobrze. Czy ja znowu sobie schlebiam? Hm, właśnie natrafiliście na mój dobry dzień. Yeah! Otworzyłam drzwi i osłupiałam. Cudowny Justin, w garniturze, paląc papierosa. Jego włosy były idealnie ułożone, a jego brązowe tęczówki odbijały blask księżyca, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej. Pieprzony Bóg seksu. Przegryzłam dolną wargę i już chciałam się przywitać, kiedy Bieber wpił mi się w usta, oblizując językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam lekko usta, dając mu wstęp, a już po chwili nasze języki toczyły walkę o dominację. Kurwa, czuję jego zabójcze perfumy. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Wątpię. Ouu, jedyne co mi teraz nie pasuje, to zapach szlugów z jego ust. Po jakimś czasie nie mogłam złapać oddechu i się od niego oderwałam.
- Cześć. - zachrypiał. - Świetne powitanie. - dodał.
- Umm, cześć, popieram. - zaśmiałam się.
- Idziemy? - Złapał mnie za rękę.
- Idziemy.


Ruszyliśmy w stronę jego auta. Serio? Dzisiaj ma jakieś inne. Stwierdzam, że chyba, jednak jest bogaczem. Tradycyjnie otworzył mi drzwi, gestem ręki zapraszając do samochodu. Skinęłam i wsunęłam się na kremowy, skórzany fotel, który był mega wygodny. Poprawiłam włosy, spojrzałam na lewe siedzenie, na które wsiadał już Justin. Uśmiechnęłam się niewinnie i wlepiłam wzrok na przednią szybę, lekko skrępowana. Przez pół drogi panowała niezręczna cisza. Którą żadne z nas nie potrafiło przerwać. Co jakiś czas otwierałam usta z zamiarem wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania, ale po chwili gryzłam się w język, nie mówiąc nic.


Gdy dotarliśmy na miejsce, jak zawsze wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi. Przywykłam do tego, więc nie otwierałam sobie ich sama. Zawsze, gdy tak robiłam, po czym wysiadałam kazał mi od nowa wchodzić do środka. I niech mi ktoś powie, że on nie jest zabójczo słodki.

Wystawiłam szereg białych zębów, gdy podał mi swoją rękę pomagając mi wyjść. Poprawiłam ostatni raz sukienkę. Chwyciłam go za dłoń, czekając aż poprowadzi mnie tam, gdzie miał zamiar mnie zaprowadzić. Szliśmy w stronę... kina? Hm, gdybym wiedziała, że idziemy do kina ubrałabym, po prostu jeansy. Zaśmiałam się w duchu, a mój wzrok powędrował na twarz bruneta. Byłam w niego tak zapatrzona, że mało co i weszła bym w lampę uliczną. Ugh!


- Wiedziałem, że wejdziesz w tą latarnię, po prostu, to przeczuwałem. Aż taki jestem przystojny, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Umm... - Zaczerwieniłam się i przegryzłam wargę. Na co ten się zaśmiał.
- Ouu, kto tu puścił buraka, no kto? Chanel! - Zaśmiał się ponownie i zaczął mnie łaskotać.
- Justin proszę Cię, przestań. - Śmiałam się do rozpuku.
- Ale daj buziaka.
- Nie, haha przestań, ludzie się gapią.
- Co mi tam ludzie, dawaj. - Powiedział stanowczo, a jego tęczówki na raz pociemniały.
- Awh, okay. - Stanęłam na palcach, ucałowałam jego policzek, zostawiając ślad po czerwonej szmince. Stanęłam na równe nogi, przyglądając się jego czekoladowym tęczówkom.
- Idziemy do klubu?- Zapytał chłopak, a jego oczy się zaświeciły.
- Em, okay.
- Albo nie na kolację, a później do klubu.
- A może klub jutro?
- Nie, mam ochotę potańczyć. - Uśmiechnął się.
- Och, niech Ci będzie. - Puściłam mu oczko.

przed restauracją

Justin złapał mnie za rękę i prowadził w stronę pięknej restauracji. Gdy weszliśmy do środka zauważyłam ogromny przepych. Białe ściany ze złotymi zdobieniami. Dwa wielkie kryształowe żyrandole. Czerwone zasłony które z obu stron przykrywały duże okna. Wiele okrągłych stolików, przy, których siedzieli ludzie wystrojeni jak na bal. Kobiety w pięknych długich sukniach, z kryształowymi dodatkami. A mężczyźni w garniturach, a ich nadgarstki zdobiły zegarki ze szczerego złota. Przełknęłam ślinę i ścisnęłam dłoń Biebera.

-Wiesz ja chyba tu nie pasuje. - Odchrząknęłam.
- Żartujesz sobie, wyglądasz najlepiej z tych wszystkich panienek. - Uśmiechnął się.
- To są dorosłe kobiety.
- Oj, tam.


Nagle podszedł do nas kelner, z białą szmatką na ręku.
- Dzień Dobry, Panie Bieber. Witam Panią Mitchell. - Skinął głową na Justina, natomiast mnie pocałował w dłoń.
- Dzień Dobry. - Odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Zaprowadzę Państwo na zarezerwowane miejsce. Tak jak sobie Pan życzył będziecie tam tylko wy. - Machnął elegancko dłonią i ruszył prosto.
Gdy był w bezpiecznej odległości od nas z niedowierzaniem zwróciłam się do bruneta.
- Justin, co się tutaj dzieje.
- Niespodzianka! Dziś będzie jeszcze jedna. - Uśmiechnął się cwaniacko.

Wsiedliśmy do windy za l0kajem, a ten wcisnął guzik z najwyższym piętrem. Chyba, to dach.
Zaraz! Ja mam lęk wysokości.
Wysiedliśmy z małego szklanego pomieszczenia ruszając na przód. I, choć, to był dach wyglądał nieziemsko elegancko i bogato. Nie było jakoś obskurnie, wręcz przeciwnie. Nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam po SZKLANYM podłożu. Na szczęście, to takie grube szkło, przeznaczone specjalnie do chodzenia.
- Justin, ja się boje.
- Spokojnie shawty, nic Ci nie będzie. - Wziął mnie pod ramie i pocałował w policzek.
Okay, Chanel, raz się żyje. Gdy doszliśmy do stolika od razu usiadłam, a serce podeszło mi do gardło. Choć było tu pięknie, przy blasku księżyca, pachnące świece na stole, było tak rooomantycznie, to i tak źle się tu czułam, bo, po prostu bałam się, że to podłoże zaraz runie.
- Ej, mała spokojnie. - Posłałam mu na, to tylko krzywy uśmiech.
- Co Państwo zamawiają?
- Ja... no nie wiem... może sałatkę włoską. - Wybrałam coś zwyczajnego z karty.
- Shawty, może jakiś deser? Lody mogą być? O! I wino.
- Mogą, ale Justin prowadzisz. Wina nie chcę. - Posłałam mu buziaka w powietrzu i zamknęłam kartę. Nie słyszałam co zamawiał Biebs, ponieważ odpłynęłam do krainy myśli. Myślałam o całym dzisiejszym dniu. O tym jak działa na mnie ten chłopak. On mnie tak jakby... dopełnia? Nie wiem, ale, gdy jestem bez Niego, czuję jakąś dziwną pustkę, a gdy tylko jest obok mnie, wypełnia tą pustkę. Ugh, to takie cudowne. Jak z jakiegoś filmu.


Nie wiem, ile tak myślałam oraz dlaczego Justin nie zwrócił mi uwagi, ale nagle przyszedł kelner z zamówieniami.
- To dla Pani, a to dla Pana. - Podał nam nasze dania.
- Dziękuję. - Odchrząknęłam.
- Dziękuję. - Zachrypiał Justin.
- Jeżeli będą sobie Państwo coś życzyć, proszę wołać. Smacznego. - Posłał nam szczery uśmiech i zniknął w windzie.
- Ugh! Niech przestanie mówić na nas "Państwo" to denerwujące. Czuję się jakbym miała 50 lub 60 lat. Mam dopiero 21, hello. - Oburzyłam się.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaśmiał się pod nosem.


Po skończonym posiłku, przystojny mężczyzna, który odbierał od nas zamówienie zabrał od nas puste talerze. Bieber wsunął do kieszeni rachunek, a wychodząc z restauracji podał go Pani, która siedziała za ladą z boku lokalu, przy okazji wręczając jej mały napiwek.
Gdy wyszliśmy za zewnątrz było już dość zimno, więc skrzyżowałam ręce na piersi, idąc pod ramię z brunetem.

- I co nie było tak źle. Nie zawaliło się. - Zaczął się śmiać jak pokopany.
- Ej no! Mam lęk wysokości! - Zrobiłam obrażoną minę.
- Oj, nie wiedziałem, ups, przepraszam. - Cmoknął mnie w szyję.
- Już dobra.
- Teraz klub.
- Okay.

W KLUBIE

Tańczyłam właśnie z Justinem ocierając się tyłkiem o jego krocze. Ups. No, ale co poradzę byłam już nieźle wstawiona. Kusiłam go tańcem aż w końcu wyczułam jak wbija mi się coś w plecy. Uh, Justin, biedactwo. On też pił, i to nawet nieźle. Zadzwonił po swojego szofera, Davida, by nas potem odwiózł. Odwróciłam się do niego przodem, na co jego dłonie wylądowały na moich pośladkach, mocno je ściskając. Gdybym nie była pijana, pewnie bym mu na, to nie pozwoliła, ale, że sporo shotów się polało, to nie kontrolowałam tego co robię.
- Mam na Ciebie ochotę. - Wychrypiał, przegryzając płatek mojego ucha.
- Haha, wiem, że jestem najebana, ale bez przesady, słoneczko.

Wróciliśmy do loży, popijając jeszcze kilka drinków. Chciałam wstać, by iść na parkiet, ale się zachwiałam i wylądowałam z powrotem na kanapie.
- Kurwa!
- Gdzie!? Jak ładna, to pozdrów. - Zaśmiał się.
- Zabawne.
Położyłam głowę na kolanach Justina, a, nim się obejrzałam zasnęłam.


Obudziłam się w aucie.
- Gdzie jedziemy? - Zapytałam zaspanym głosem.
- Ale ja chcę do domu. - Usiadłam.
- Oj, długo nie wrócisz do domu. - Odpowiedział JB. Nie wierzę.
- Co?
- No zostaniesz trochę u mnie. Haha. Pamiętasz jak Ci mówiłem, że mam jeszcze jedną niespodziankę?
- Mhm.
- Suprise! - Wykrzyczał, odpalił skręta marihuany i zaczął się śmiać.
  • Teraz jesteś moja.


Nie , nie wierzę, to nie może być ten sam Justin. Kurwa mać! Jest pijany na pewno nie wie, co gada. Droczy się ze mną. Nie kurwa, nie droczy! Czy ja zawsze muszę wpakować się w jakieś gówno. Błądziłam myślami, aż ponownie zasnęłam.  
_____________________________________________________________________________________

Okay, a więc Justin już ją do siebie zabrał. Od razu mówię że nie będzie jej traktował tak jak Luke, ale chce miec ja tylko dla siebie i zrobi wszystko aby tak bylo. Taki maly spojler ale coz. :) Mam nadzieje ze sie podobalo.  TRZYMAJCIE SIE CIEPLO, BUZIAKI :* 

+ POGRUBIONA CZCIONKA WRAZ Z KURSYWĄ (PRZECHYLONA CZCIONKA) OZNACZA SEN.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

sobota, 27 grudnia 2014

WAŻNE !

Okay Robaczki. Chciałam Was poinformować że dzisiaj nie będzie rozdziału. Będzie dopiero w następną sobotę lub niedziele. W tym tygodniu, miałam natłok wielu spraw. Przygotowywania do świąt, kupowanie prezentów. Ogólnie wszystko co było związane ze świętami. Musiałam pomagać mamie w gotowaniu tych wszystkich potraw, ciast, pierniczków. Szczerze mówiąc, zupełnie straciłam rachubę czasu i przysięgam wam że nawet nie zauważyłam że dziś jest sobota. Nawet nie miałam czasu aby usiąść przed laptopem i napisać dla Was chociaż krótki rozdział. Ogólnie byłam strasznie przytłoczona różnymi sprawami a święta chciałam spędzić jak najlepiej w gronie rodziny. Udało mi się, a od następnego tygodnia, wracam do roboty. :) Już będzie po sylwestrze, po wszystkim, więc wrócę do was z ogarniętą, lepszą energią. Mam nadzieję że nie jesteście na mnie źli (Jeżeli ktokolwiek to czyta) że dziś nie było rozdziału. Proszę was również abyście skomentowali ten post jeżeli to przeczytaliście, wystarczy zwykła KROPKA, a ja po prostu będę wiedziała że mam po co pisać. :) Kocham pisać i kocham to co robię. Mam głęboką nadzieję że ktoś to docenia. Dla Was to tylko kilka sekund, A DLA MNIE coś co bardzo dużo znaczy. :) Także proszę gorąco o komentowanie, nie muszą być one nie wiadomo jak rozwinięte, a może być to tak jak wspominałam zwykła, najzwyklejsza kropka. Kocham Was mocno, mam nadzieję że te święta były dla Was cudowne, tak jak dla mnie. Trzymajcie się ciepło, powtórzę się ale KOCHAM WAS. :* Papa ~autorka. ;* 

sobota, 20 grudnia 2014

Chapter 2

W RAMACH PRZYPOMNIENIA, KOŃCÓWKA ROZDZIAŁU PIERWSZEGO. 

- Halo? 
Nic, nikt nie odpowiada. 
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a. 
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna. 
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane? 
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx ' 
___________________________________________________


Ten koleś jest, ugh! Jego nie da się opisać słowami. Szczerze mówiąc, ja nigdy nic mu nie zrobiłam. Jedynie mu się postawiłam. To on krzywdził mnie na każdym kroku. Zawsze byłam tą bezużyteczną szmatą. Do czego byłam mu potrzeba? Pff, żeby miał się na kim wyżyć. Jestem pewna że jakaś kolejna idiotka, taka jak ja, wpadła w jego sidła. Żałuję tego że weszłam w ten cholerny związek. Mike mnie ostrzegał. Mówił będziesz żałowała. I wiecie co? Miał rację. On nigdy nie jest w błędzie. Jedyne z czego się cieszę, to, to, że nie zgodziłam się na seks z nim. Co prawda próbował mnie zgwałcić, ale byłam silna. Owszem, jestem mocna psychicznie, ale przy nim to wszystko zanikało. Doskonale wiem, że mogłabym mu się sprzeciwić, dlaczego tego nie zrobiłam? Wy pytajcie mnie. A ja was. Nie mam pojęcia. Tak w wieku 21 lat jestem dziewicą, dziwne? Moim zdaniem, NIE. To zupełnie normalne. Nie rozumiem dziewczyn, które za wszelką cenę chcą stracić cnotę. W moim przypadku, chciałabym zrobić to z kimś wyjątkowym. Kto na mnie zasługuję. Nie jest jakimś super towarem, za którym suną oczy każdego faceta. Ale ja też chcę mieć normalnego chłopaka, a nie jakiegoś chuja. A może oglądają się za mną mężczyźni, może tego nie zauważam? W tym momencie to nie istotne. To dziwne, ale teraz najważniejsze jest dla mnie, żeby wypaść jak najlepiej przy Justin'ie. Do czasu spotkania, nie robiłam nic ciekawego, co mogłabym opisać.

6,5 h później
Jestem już gotowa do wyjścia. Postawiłam na coś specjalnego, ale minimalistycznie. >klik< Była już 17:30 więc postanowiłam wychodzić. Złapałam jeszcze tylko mój telefon z szafki nocnej po czym wyszłam, zamykając za sobą drzwi, na klucz. Wesoło zbiegłam z klatki schodowej. Otwierając główne drzwi fala świeżego powietrza biła się na moją twarz. Przyjemne uczucie. 


NA MIEJSCU. 

Weszłam do przemiłego pomieszczenia. Od razu poczułam piękne zapachy różnych ciast, ciasteczek i świeżo mielonej i parzonej kawy. Cudo! Już tam siedział. Uh! Chyba się spóźniłam, miałam już wyciągać komórkę z torebki by sprawdzić godzinę ale ten podszedł do mnie, obdarował lekkim buziakiem w policzek, prosząc o pójście za nim. Słodki jest. Może się wydawać że ideał. Po ostatnim co mnie przeszło, nie wierzę w ideały. Myślałam że Lucas był perfekcyjny. 
- Wow, cudownie wyglądasz.
- Dziękuję, Tobie też nie można nic zarzucić. - Odparłam, na co oblizał usta po czym przegryzł wargę. Wyglądał tak... seksownie. Kurwa mać, ten koleś jest tak przystojny, że aż robi mi się gorąco.
- Masz na coś ochotę? 
- Em, nie wiem, chyba nie. Drętwo tutaj, nudy okropne.
- To może jakiś klub? - Uśmiechnął się. 
- Dobry pomysł... - Odwzajemniłam uśmiech, po czym wstałam. 
Wyszliśmy z pomieszczenia, kierując się w stronę jego samochodu. Lamborghini, hmm, pewnie jakiś bogacz. Choć może sobie na to solidnie zapracował? Miał marzenie żeby taki mieć? Odkładał sobie pieniądze? Nie wiem, ale nie mam zamiaru zaglądać mu w portfel. 
Z kieszeni czarnych spodni, których krok kończył się na wysokości kolan, wyciągnął kluczyki. Nacisnął guziczek, a drzwi rozsunęły się do góry. Nietypowe otwarcie, ale cóż. Co kto woli. Jeżeli chce mnie poderwać na samochód, niech się nie łudzi. 



Nie imponuje mi takie coś. Ale w sumie, bryka fajna. A z resztą, skąd ja wiem, że on w ogóle chce mnie poderwać. Bravo Rose.  
- Podoba Ci się auto? 
- Auto jak auto. Możemy jechać? 
- A tak serio? - Uśmiechnął się.
- Eh, no fajna, wow. - Odwzajemniłam uśmiech.
- Wsiadaj. Nie muszę podchodzić i otwierać drzwi. - Zaśmiał się głośno.
- To miało być dla Ciebie takie ułatwienie? - Również się zaśmiałam, puszczając mu oczko. 
- Nie do końca. Dobra jedziemy. 
Gestem ręki poprosił mnie abym wsiadła. Poczyniłam to na co on zrobił to samo. Wyjechaliśmy. W dość krótkim czasie byliśmy na miejscu. Nie ukrywam, ostrożny to on NIE jest. Jechał bardzo szybko. Szczerze, to trochę się bałam. 
NA MIEJSCU. 
Wysiadłam z auta które zaparkowało przed ogromnym klubem. Dudniącą muzykę, było słychać już w zamkniętym aucie, a co będzie w środku? Nawet nie zauważyłam kiedy Justin był już przy mnie. Podał mi rękę. Nie pewnie podałam mu swoją.
- Spokojnie, to Cię do niczego nie zobowiązuje. Po prostu, to wielki klub, jest tu pełno idiotów którzy mogą Ci coś zrobić. Muszę Cię pilnować. Zgadzasz się? - Uśmiechnął się.
- Skoro tak, to jasne. - Odwzajemniłam gest. 
Szliśmy przed siebie w kierunku niskich metalowych schodów prowadzących do pomieszczenia. Gdy Jus otworzył drzwi, fala gorąca uderzyła w moją twarz. Przepych, alkohol, spoceni ludzie. W rogu zauważyłam dwie dziewczyny które się ze sobą zabawiały. Coś okropnego. Wygląda na to że ludzie tutaj nie mają wstydu, a to że w tej chwili zebrała się wokół nich spora gromadka ludzi, wpatrujących się w to co robią, nie robi na nich kompletnego wrażenia. Lekko ścisnęłam dłoń Biebera. 
- Em, Justin, może jakiś inne miejsce? 
- A co się stało? - Zapytał, na co ja palcem wskazałam na to czego byłam przed chwilą świadkiem.
- Ach to! Nie przejmuj się, tutaj to normalka.
- No i właśnie dlatego chcę stąd iść.
- Nie zwracaj na to uwagi. Chodź. Zostajemy? - Uśmiechnął się.
- No dobrze. 
Poszliśmy dalej, przepychając się przez masę spoconych ludzi. Napaleni i śliniący się faceci wpatrzeni w striptizerki, okropnie mnie zniesmaczyły. Rozumiem że to miejsce na imprezy, ale bez przesady. 
- Chodź tam, mamy lożę. - Pociągnął mnie za rękę w stronę loży. 
- Może Ci coś zamówić? 
- Ty pewnie często tu bywasz, zamów mi coś co najbardziej lubisz tu pić. Od razu zamów sobie. 
- Wiesz, jest taka sprawa, jestem na antybiotykach więc nie będę pił, ale potrafię się bawić bez alko i nie potrzebuję pić. Tobie chętnie zamówię coś, co lubię. 
- Skoro Ty nie pijesz to ja nie muszę.
- Nie no co Ty! Przynajmniej nie będziesz zwracała uwagi na takie sytuacje jak wcześniej. 

[Justin] 

2 hours later 
Dziś jest ten dzień, upiję ją i zabiorę do mnie do domu. Sama chciała do klubu, ja miałem plany zrobić to za jakiś tydzień. Nie, w sumie nie. Niech mi zaufa. Nie zmieniam planu. Za siedem dni będzie okay. Teraz jeszcze mi nie ufa oraz nie zna i będzie się pilnowała z piciem. Wygląda na taką która solidnie myśli zanim coś zrobi. Już jest trochę wstawiona, jeszcze z nią zatańczę kilka razy, odwiozę do domu, a przy okazji będę wiedział gdzie mieszka.
- Justin, chodź tańczyć. - Pociągnęła mnie za dłoń w stronę parkietu.
Wolna piosenka. Ugh, nie lubię takich. Owinęła ręce na moim karku, natomiast moje spoczęły na jej biodrach. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. W pewnym momencie, dziewczyna przybliżyła się bardziej. Stanęła na palcach, patrząc w moje oczy. Jest piękna, bardzo piękna. Nie mogłem już wytrzymać więc po prostu ją pocałowałem. Ku mojemu zdziwieniu, odwzajemniła to. Nasze języki toczyły walkę o dominacje. Kurwa mać, mam ochotę ją zerżnąć. Jeszcze nie teraz. Ogarnij się Bieber, za niedługo będzie twoja i będziesz mógł ją pieprzyć ile chcesz. Tłumaczyłem sobie w głowie. 

Chanel rozłączyła nasze usta z cudownego pocałunku. Wydusiła z siebie tylko ciche ' przepraszam ' po czym wybiegła z sali. W pierwszej chwili nie zareagowałem. Ale gdy wróciłem do rzeczywistości i zrozumiałem co się właśnie stało od razu ruszyłem za nią w pościg. Przecież tam jest pełno pojebów którzy tylko czekają na samotną, zagubioną śliczną panienkę którą mogą zgwałcić. Nie to żebym ją kochał, ale... z resztą chuj z tym. Wybiegłem na dwór a fala zimnego, świeżego powietrza, uderzyła mnie w twarz. Rozglądnąłem się wkoło, nic, ani żywej duszy. Gdy miałem już biec drogą, usłyszałem głośne śmiechy i pisk dziewczyny. To na pewno ona. Pobiegłem na tyłu klubu, to jakiś obskurny zakątek. Zobaczyłem jakiegoś obleśnego, grubego typa który dobierał się do Chanel. 
- Zostaw ją skurwysynie. 
- Haha, bo co. - Wyciągnąłem broń.
- Jeżeli coś jej zrobisz, pożałujesz. 
- Koleś, serio? Nawet nie można se zerżnąć jakiejś pierwszej lepszej dziwki. Przecież później ją zabije a nikt się nic nie dowie. Jeżeli to twoja dupa, dam Ci hajs. Bo wygląda na niezłą.
- Zamknij mordę. Teraz przegiąłeś. - Nacisnąłem na spust pistoletu celując w jego głowę. Podszedłem bliżej i wystrzeliłem jeszcze kilka pocisków w jego ciało. 
- Zdychaj sukinsynie. - Splunąłem na jego twarz.
Spojrzałem na Chan. Było totalnie przestraszona. Zwinęła się w kulkę i płakała. 
- Już, ci.... cicho. - Objąłem ją szczelnie ramieniem.
- Jus... Justin, Ty go zabiłeś, proszę nie dotykaj mnie. - Pff, głupia szmata. Pomóc jej a jeszcze źle. Gdyby nie ja skończyła by tak jak ten fagas.
- Musiałem, inaczej by Cię zgwałcił. Martwiłem się o Ciebie. Dlaczego mnie przeprosiłaś za to że to ja Cię pocałowałem?
- Bo ja Cię do tego sprowokowałam. Skąd masz broń? 
- Mam pozwolenie. Zawsze noszę go ze sobą w razie podobnych sytuacji. Licho wie, co może się zdarzyć. Nie sprowokowałaś mnie, wyglądałaś tak cudownie że musiałem to zrobić.
- Justin...
- Tak? 
- Dziękuje. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. 
- Proszę, zawieź mnie do domu. 
- Oczywiście. 

____________________________________________________________

Hejka hej! Wiem że rozdział krótki, ale obiecuję że następny będzie o wiele dłuższy. Mam nadzieję że ta odsłona wam się podobała. Jak myślicie. Co dalej będzie z Chanel i Justinem? Czy Chan zmieni się przez tą sytuację? Tego wszystkiego dowiecie się za tydzień. Pa! :*












niedziela, 14 grudnia 2014

Chapter 1

[Chanel]
Jest wiosna. Wszystko budzi się do życia. Kocham wiosnę. Nie jest wtedy za zimno, a nie jest też za gorąco. Rośliny wracają do wcześniejszego stanu po zimie. Drzewa zielenieją. Świat powraca do swojego pięknego stanu po okropnych mrozach. Nienawidzę czwartej pory roku. Zdecydowanie, jestem zmarzluchem, ogólnie nie lubię śniegu. Wiem, jestem dość dziwna. Właśnie siedzę przed kawiarnią i rozmawiam z moją przyjaciółką wraz z jej chłopakiem, a moim przyjacielem Mike'm. On jest zupełnie inny niż Luc. Victoria opowiadała mi o tym jaki jest cudowny. Wiem o tym, jest cudownym przyjacielem. Zazdroszczę jej, że ma go u boku, oraz żałuję że nie skorzystałam z szansy wcześniej. Tak, Mike był we mnie zakochany. Szczerze mówiąc, ja z ' moim chłopakiem ' jestem z tylko z przyzwyczajenia. Jak już wcześniej wspominałam traktował mnie jak dziwkę.
- Cześć Kochanie. 
- Umm, hej. - Odparłam oschle, nie zważając nawet na to że tu idzie.
Kochanie? Pff! Jestem jego ' kochaniem ', tylko przy ludziach. Prawdę mówiąc, boję się go. On ciągle mnie bije. Chciałabym mu się przeciw wstawić ale jakoś nie potrafię. Gdyby był inny, może.
- Słońce, chodź tutaj. - Pokazał palcem, na miejsce w które mam się udać tupiąc nogą.
Oho, już szykuje się armagedon. 
- Nie tutaj, chodź tam. Gdzie nikt nie będzie nas widział. 
Zaprowadził mnie za kawiarnie.
- Czego chcesz. - Pożałowałam tego. Chłopak szarpnął mnie za włosy.
- Jak Ty się do mnie odzywasz dziwko!? Gdy ludzie nas widzą i słyszą masz mówić do mnie na ' słońce ', ' kochanie ' lub inne gówniane, niby słodkie przezwiska. Nikt nie ma się dowiedzieć że Cię biję. Jasne!? 
Muszę mu się przeciwstawić, Chanel, dasz radę. To zwykły skurwiel, on na Ciebie nie zasługuje. Pokaż że jesteś silna. ~Mówiła mi moja podświadomość.
- Nie! Nie będziesz mną rządził. Jesteś zwykłym dupkiem. - Po tych słowach, trzasnął mi w twarz z otwartej ręki.
- Coś Ty powiedziała! Jeszcze raz...
- Nie będzie następnego razu, rozumiesz!? Nie będziesz mnie więcej bił! To boli wiesz!? A nie Ty masz wszystko w dupie. To koniec! - Pokazałam mu środkowy palec, odwróciłam się aby wrócić do przyjaciół. 
- Pożałujesz tego, szmato! - Złapał za moje ramię i przekręcił mnie w swoją stronę.
- Ej Ty! Nie ładnie się tak odzywać do kobiet. - Nieznajomy, przystojny mężczyzna, wyłonił się z uliczki od parku, zbliżając się w naszym kierunku.
- Zamknij się Lolku. 
- Coś Ty powiedział!? 
Brunet, szarpnął Lucas'a za koszulkę i uderzył go pięścią w twarz. Kilka razy. Gdy ten opadł na ziemie, kopnął go a swoim wzrokiem, obczaił mnie z góry na dół.
- Hm, ładna. 
- Em, mam dziękować? 
- Haha, za prawdę się nie dziękuje. - Wystawił szereg swoich białych zębów.
- Kim jesteś i dlaczego w ogóle zareagowałeś na tą sytuację?
- Po prostu nie lubię, gdy jakieś chuje traktują tak kobiety. Ogólnie to przechodziłem tylko obok. A i jestem Justin, Justin Bieber. - Ujął moją dłoń i pocałować. Od razu ją zabrałam i obie dałam do tyłu.
- Dziwne. Ale dziękuję. 
- Nie ma za co. Ja Ci się przedstawiłem. Twoja kolej.
- Jestem... Chanel. - Nie miałam zamiaru podawać mu nazwiska.
- Wow, piękne i oryginalne imię. 
- Dziękuje. Wiesz muszę już iść. Przyjaciele na mnie czekają. A co będzie z nim. - Wskazałam ręką na ciało mojego ' byłego '.
- Nic mu się nie stało. Ocuci się za jakąś chwilę i nie będzie nic pamiętał. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. 
- Może, okay, pa. - Posłałam mu uśmiech i wróciłam do Victorii oraz Mike'a. 
- Co Cię tak długo nie było? - Zabrała głos zmartwiona brunetka.
- Zerwałam z Lucas'em.
- No i bardzo dobrze. - Powiedzieli razem. Oboje go nie znoszą.
[Justin]
Hm, ładna, niczego nie świadoma, a teraz jeszcze mną oczarowana, ponieważ zjawiłem się jak jakiś książę z bajki. Jest dość nieśmiała i gra niedostępną, udaje taką, widzę to. Będzie moja. Musi być moja. Chanel, piękne imię. Pierwszy raz, mam styczność z takim. Ciekawe, bardzo ciekawe. No to mam swoją kolejną zdobycz. Świetnie. 

NEXT DAY
[Chanel]
Obudziłam się dość późno ponieważ jest już jedenasta. Na szczęście nie muszę iść dziś do pracy. Mam wolne. Nie mówiłam jeszcze, ale pracuję w restauracji, niedaleko mojego mieszkania. Może to nie jest praca moich marzeń i dostaję za nią grosze, to muszę na siebie jakoś zarabiać, przecież nie chcę wylądować na ulicy. To może być dziwne, ale śnił mi się Justin. Uratował mnie. Gdyby nie on, ten debil pobiłby mnie tak, że trafiłabym do szpitala. Kiedyś już tak było. Musiałam kłamać że spadłam ze schodów. Ogólnie to nienawidzę nie mówić prawdy. Wracając do Biebera. Wydawał się być bardzo miły. Jest cholernie przystojny. Dlaczego ja o nim myślę? Pewnie już nigdy się nie spotkamy. Szedł sobie po prostu parkiem i nas zauważył. Może nie jest to zbyt normalne, ponieważ byliśmy zasłonięci drzewami i krzakami, ale pewnie słyszał nasze krzyki. Z moich przemyśleń wyrwał mnie mój telefon, który wibrował pod poduszką. Zwinnie go wyciągnęłam, po czym odczytałam sms'a. 
' Cześć Chanel, tutaj Justin. Nie pytaj skąd mam twój numer, to długa historia. Może się dziś spotkamy? Justin. '
Czytając to opadła mi kopara. Skąd on ma mój numer? Przecież mu nie podawałam ani nic. Mimo to, zrobiło mi się gorąco i bez większego namysłu, odpisałam na spontanie :
' Jasne, gdzie i kiedy? :) ' 
Co ja narobiłam? Obym tylko tego nie żałowała.
Błyskawicznie uzyskałam odpowiedź. 
' Dzisiaj o 18, w tej kawiarni za którą się poznaliśmy, co Ty na to? :) '
' Em, okay, do zobaczenia!  '
Przeklęłam się za to co właśnie zrobiłam. Zdecydowanie, jestem zbyt ufna. Już miałam wysłać mu wiadomość o rzekomej ważnej sprawie do załatwienia, ale się powstrzymałam. Jestem mu to winna. W sumie niby mnie obronił, ale przecież ja go ani trochę nie znam. Czy to normalne? Odpowiedź na to pytanie, pozostawiam Wam. Zeszłam na dół po zimnych kafelkowych schodach do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Upiłam łyk napoju i odłożyłam go z powrotem na plastikową półkę. Nie mam ochoty na śniadanie. Absolutnie nie odczuwam głodu tego ranka. Postanowiłam wziąć prysznic. Wróciłam na górę do sypialni. Z dużej, białej szafy, wyciągnęłam ciuchy, idealnie kontrastujące do pogody. Ruszyłam do łazienki. Włosy spięłam w koka by mi nie przeszkadzały. Weszłam do kabiny, odkręciłam korek z ciepłą wodą, a krople bezbarwnej cieczy, relaksowały moje ciało, co przyprawiło mnie o lekkie dreszcze. Zamknęłam oczy i totalnie odpłynęłam. W ogóle nie zauważyłam kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy. Nie śpiesząc się zeszłam do salonu. Jeżeli to coś ważnego, ten ktoś, zadzwoni jeszcze raz. Akurat, gdy byłam już w pomieszczeniu, rozległ się dźwięk dzwonka mojego iPhone'a. 
- Halo? 
Nic, nikt nie odpowiada. 
Słyszałam tylko głośne oddychanie.
- Halo!
Dalej to samo.
Odstawiłam komórkę od ucha. Po chwili dostałam sms'a. 
' Pilnuj się suko. Pamiętaj, pożałujesz tego co zrobiłaś. '
Doskonale wiem że to Lucas. Popieprzony dupek. Zablokowałam telefon i rzuciłam go na sofę. Po czym sama opadłam na nią bezsilna. 
Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane? 
Wibrowanie.
Eh, kolejny sms, pewnie od tego sukinsyna.
' Mogę być wszędzie. Ten frajer Ci wtedy nie pomoże. Buziaczki. xxx ' 

_______________________________________________
 Cześć misie, rozdział pojawił się szybko, mam nadzieję, że wam się podoba. :) Jeżeli tak proszę o zostawienie komentarza! Pozdrawiam, autorka. :) xxx